Zapytano pewnego mnicha, jak, mimo tak wielu obowiązków, udaje się mu być takim opanowanym i skoncentrowanym. Ten odpowiedział:
Kiedy stoję, to stoję.
Kiedy idę, to idę.
Kiedy siedzę, to siedzę.
Kiedy jem, to jem.
Kiedy mówię to mówię.
W tym momencie przerwał mu ten, który zadał wcześniejsze pytanie, mówiąc: przecież każdy z nas to robi, co Ty robisz poza tym?
Kiedy stoję, to stoję.
Kiedy idę, to idę.
Kiedy siedzę, to siedzę.
Kiedy jem, to jem.
Kiedy mówię to mówię.
Znowu przerwano mu, twierdząc: przecież robimy to samo. Mnich odpowiedział jednak:
Nie.
Kiedy wy siedzicie, to już stoicie.
Kiedy wy stoicie, to już idziecie.
Kiedy wy idziecie, to już dochodzicie do celu.
środa, 10 lipca 2013
Miłość nie zazdrości
Miłość nie zazdrości. Zazdrość to jeden z grzechów głównych, niejedno ma
imię i wpływa na wiele sfer naszego życia.Niestety w pewnym sensie
dotyka każdego z nas, a jest to o tyle smutne,że niszczy, rujnuje przede
wszystkim tego, kto ją żywi.
Zatruwa wyobraźnie, prowadzi do rozterek, czyni zamieszanie w duszy. Choć czasami wydaje się, że stymuluje do rzeczy dobrych - np. podnoszenia kwalifikacji, rozwoju to jednak najczęściej do ewidentnie złych. Jest efektem pychy i przekonania, że nam się należy to, co posiadają inni. Wynika również z kompleksów, ale przede wszystkim z niewiary w Bożą miłość. Wydaje nam się, że Bóg nie jest sprawiedliwy, nas pomija.
Bóg doskonale zna naszą naturę i dokładnie wie, czego nam potrzeba, stąd daje kolejny drogowskaz - jeżeli chcesz być szczęśliwy, kochać prawdziwie to wystrzegaj się zazdrości, która jest chorobą miłości, zniszczy życie twoje i osoby, którą wydaje ci się, że kochasz.
Choć obiegowe powiedzenie głosi, że nie ma miłości bez zazdrości, a jeżeli jesteśmy zazdrośni, to znaczy, że zależy nam na drugiej osobie, to wierząc w to, tak naprawdę oszukujemy siebie, bo w ten sposób zniewalamy wydawałoby się kochanego człowieka.
Prawdziwa miłość daje mu wolność nawet od nas samych i nie boi się, że jeżeli nie będziemy mieli jej na wyłączność, to być może paradoksalnie tak naprawę będziemy mieli pełniej i piękniej tę osobę.
Zatruwa wyobraźnie, prowadzi do rozterek, czyni zamieszanie w duszy. Choć czasami wydaje się, że stymuluje do rzeczy dobrych - np. podnoszenia kwalifikacji, rozwoju to jednak najczęściej do ewidentnie złych. Jest efektem pychy i przekonania, że nam się należy to, co posiadają inni. Wynika również z kompleksów, ale przede wszystkim z niewiary w Bożą miłość. Wydaje nam się, że Bóg nie jest sprawiedliwy, nas pomija.
Bóg doskonale zna naszą naturę i dokładnie wie, czego nam potrzeba, stąd daje kolejny drogowskaz - jeżeli chcesz być szczęśliwy, kochać prawdziwie to wystrzegaj się zazdrości, która jest chorobą miłości, zniszczy życie twoje i osoby, którą wydaje ci się, że kochasz.
Choć obiegowe powiedzenie głosi, że nie ma miłości bez zazdrości, a jeżeli jesteśmy zazdrośni, to znaczy, że zależy nam na drugiej osobie, to wierząc w to, tak naprawdę oszukujemy siebie, bo w ten sposób zniewalamy wydawałoby się kochanego człowieka.
Prawdziwa miłość daje mu wolność nawet od nas samych i nie boi się, że jeżeli nie będziemy mieli jej na wyłączność, to być może paradoksalnie tak naprawę będziemy mieli pełniej i piękniej tę osobę.
poniedziałek, 8 lipca 2013
urwane myśli
Pomyśl.
Jeden się upija, ponieważ życie mu
się nie układa.
Ktoś inny śmieje się, ponieważ nie
może sobie pozwolić na łzy.
Z tego jednego można czytać, jak z
otwartej księgi, a u tego drugiego nie można nic rozpoznać.
Pomyśl.
Jak łatwo wydaje się wyroki.
Natchnieni - Rudolf Otto Wiemer - Aniołowie
Aniołowie – nie muszą być istotami
ze skrzydłami.
Poruszają się cicho, nie potrzebują
krzyczeć.
Często są brzydcy, mali i starzy.
Aniołowie – nie mają miecza, ani
białej tuniki.
Przynoszą głodnemu chleb.
Choremu przygotowali łóżko, by
odpoczął.
Słyszą, kiedy wołasz ich w nocy.
Wielcy, jak posągi, twardzi, jak
skała.
Aniołowie – nie muszą mieć
skrzydeł.
niedziela, 7 lipca 2013
Natchnieni - Karol Wojtyła - pieśń o Bogu ukrytym cz.2
To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś wiedziałeś na pewno,
a jednak nie możesz wyjść z podziwu.
Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -
i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany, czy tu w głębi zamkniętych oczu -
Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości -
ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.
do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś wiedziałeś na pewno,
a jednak nie możesz wyjść z podziwu.
Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -
i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany, czy tu w głębi zamkniętych oczu -
Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości -
ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.
Temu, kto mnie miłuje... objawię siebie
"Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie."
Objawienie
się Jezusa stawia jednak warunek - miłość. Nie do pomyślenia jest
chrześcijanin, który nie miałby w sercu tego ładunku
miłości.
Chrześcijanin, jeśli nie wykazuje stałej gotowości do miłowania, nie
zasługuje na nazwę chrześcijanina. Jest tak dlatego, że wszystkie
przykazania Jezusa zawierają się w tym jednym: w przykazaniu miłości
Boga i miłości bliźniego, w którym widzi się i kocha Jezusa.
Miłość nie
jest jałowym sentymentalizmem, ale wyraża się w konkretnym życiu, w
służbie braciom, zwłaszcza tym, którzy są obok nas. Zaczyna się ona od
najdrobniejszych rzeczy, od najbardziej pokornych posług. Karol de
Foucauld mówił: «Kiedy się kogoś miłuje, jest się prawdziwie w nim,
jest się w nim poprzez miłość, żyje się w nim poprzez miłość, nie żyje
się już w sobie samym, jest się "oderwanym od siebie", "poza sobą"».
Właśnie dzięki takiej miłości otwiera się w duszy droga dla światła, światła Jezusa, zgodnie z Jego obietnicą: "Temu, kto mnie miłuje... objawię siebie"
(J 14, 21). Miłość jest źródłem światła: kochając, coraz bardziej
pojmuje się Boga, który jest miłością. A to sprawia, że kochamy coraz
bardziej i nasze relacje z bliźnimi stają się jeszcze głębsze.
To
światło, to miłujące poznanie Boga jest zatem pieczęcią, potwierdzeniem
prawdziwej miłości. Można go doświadczyć w różny sposób, ponieważ w
każdym z nas światło przybiera inną barwę, inny odcień. Posiada jednak
pewne cechy wspólne: oświeca nas co do woli Bożej, przynosi nam pokój,
pogodę ducha i stale nowe rozumienie Słowa Bożego.
Jest to światło
rozgrzewające, które pobudza nas do podążania drogą życia coraz pewniej i
bardziej zdecydowanie. Kiedy cienie życia sprawiają, że droga wydaje
się nam niepewna, kiedy czujemy się wręcz zatrzymani przez ciemność, to
Słowo Ewangelii przypomni nam, że światło zapala się miłością, że
wystarczy konkretny, choćby najmniejszy gest miłości (jakaś modlitwa,
uśmiech, słowo), żeby w chwili rozbłysku zobaczyć drogę i iść
naprzód.
Jeżeli zatrzymamy się podczas nocnej jazdy rowerem, zaraz
otoczy nas ciemność. Lecz gdy tylko ruszymy dalej, dynamo wytworzy dość
prądu, aby oświetlić drogę. Tak samo jest w życiu. Wystarczy
wprawić w ruch miłość, miłość prawdziwą, która daje, nie oczekując
niczego, żeby zapalić w sobie wiarę i nadzieję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







