wtorek, 10 września 2013

Natchnieni - Jacek Salij OP - interpretacja Słowa Bożego

    Kiedy słyszę, jak ludzie mówią: Mojżesz miał to na myśli; albo : Nie, Mojżesz miał tamto - sądzę, że tak trzeba w duchu pobożności odpowiedzieć: Czemu nie miałby na myśli tego i tamtego, skoro obie opinie są prawdziwe? A jakby ktoś dostrzegł w jego słowach jeszcze trzecie i czwarte znaczenie albo jakąkolwiek ilość znaczeń, czemuż nie mielibyśmy przyjąć, że wszystkie te znaczenia dostrzegł Mojżesz, przez którego Bóg jedyny dostosował Pismo Święte do umysłów wielu ludzi, aby wszyscy w nim widzieli prawdy, lecz nie wszyscy te same prawdy w poszczególnych miejscach? 


    Co więcej nie ma nieszczęścia nawet wówczas, kiedy tekst święty zrozumiemy niewłaściwie i dopatrzymy się w nim sensu, jakiego w nim nie ma. Pod dwoma jednak warunkami, że nie wynika to z naszej nonszalancji wobec Pisma Świętego i że owa idąca obok tekstu interpretacja autentycznie płynie z wiary i wiarę żywi. 


    Słowo Boże nie kończy się na wyrazach tekstu natchnionego. Przez słowa tekstu, jeśli czytamy je w wierze, wchodzimy w Bożą Rzeczywistość, przystępujemy do samego Jezusa Chrystusa, który żyje i chce nas obdarzyć uzdrawiającą mocą i miłością. 

stan pustki - cz. 3

3. Czy potrzebuję stanu pustki?


    Pustka boli. Pustka ograbia z poczucia bezpieczeństwa. Pustka zabiera radość. W zamian wzbudza wątpliwości. 
    Jednakże pustka może przynieść także dużo dobra.Może być miernikiem wiary, zaufania i dochowywania wierności. Do tej pory nie zatrzymywałem się na pustce. Ona była raczej bodźcem do poszukiwania Boga i Jego bliskości. Była impulsem do zadania sobie pytania: co jest nie tak, gdzie tkwi problem? Rozejrzenia się dookoła i wzięcia serca pod lupę. Była motorem do działania i motywacja do walki. Dzięki niej następowały zwroty i przełomy. Ona była, jak drożdże dla mojego dojrzewania w wierze. Była, jak szpilka, która nie pozwala usiąść i leniuchować. 


    Wierzę, że Pan doskonale wie, czego potrzebuję i dlatego zsyła mi tę świętą pustkę, by mnie pokierować i zbliżyć do siebie. Więc tak, potrzebuję jej od czasu do czasu ale nie przywieram do niej.

Izaak - on się uśmiecha

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.
(Flp 4,13)

Błogosławiony człowiek, który myśli o biednym. Pan go ocali w dniu nieszczęścia.
(brewiarz)

Pewnego dnia otrę wszystkie łzy z Twoich oczu i uwolnię od wszelkiego bólu, który znosiłeś na ziemi.
(Ap 21.3-4)

Mamy dążyć do Prawdy, trwać przy Prawdzie, bez niej wolność jest kłamstwem.
(Tajemnice biblii - Jacek Salij OP)

Literacki wymiar biblii jest ważny ale nieporównywalnie ważniejsze jest to, abym Pismo Święte czytał, jako człowiek ubiegający się o czystość serca i spragniony Bożej miłości.
(tamże)

stan pustki - cz.2

2. Czy doświadczyłem już pustki?

    Owszem. Choć, czy do końca jestem pewien, że była to pustka? Myślę, że bardzo trudno zdefiniować ten stan. Każdy z nas jest inny, więc określenie pustki wymaga indywidualnego podejścia. Ja jednak mogę spróbować opisać, jak to było u mnie. A jak było? 
Różnie.
    Przez ostatni dość długi czas wyjeżdżałem zawodowo z kraju na dwa miesiące, po czym wracałem na miesiąc do domu. W ciągu urlopu starałem się znaleźć termin rekolekcji indywidualnych albo grupowych. I powtarzało się z zaskakującą regularnością, że pod koniec pracy miałem wyładowane duchowe akumulatory. Czułem się pusty. Tak, mógłbym to nazwać oschłością. Jednakże szybko zauważyłem, że chyba podświadomie wywoływałem ten stan. Z jednej strony ciesząc się na myśl o rekolekcjach i wiedząc, że się tam znowu porządnie "odbuduję". Z drugiej strony miałem świadomość, że osłabienie duchowej dyspozycji powodowało lenistwo i zaniedbanie modlitwy, medytacji i rozmów z Bogiem. Co jeszcze bardziej pogarszało sytuację. Swoiste błędne koło. 


    Dlatego, gdy w końcu docierałem na miejsce rekolekcji, potrzebowałem natychmiastowej reanimacji duszy, czułem się bowiem wysuszony z wszelkiej obecności Bożej.

    Patrząc na to, mógłbym nieśmiało wyciągnąć wniosek, że byłem sobie po części sam winny. A owa pustka była konsekwencją moich zaniedbań. 
    Oczywiście tego zdarzały się krótkie okresy, kiedy nie czułem Pana. Odczuwałem natomiast pustkę, swego rodzaju nijakość. Nawet wtedy, gdy się modliłem, byłem na mszy, medytowałem. Wydawało mi się, że nie otrzymuje odpowiedzi (odpowiedź jest oczywiście pojęciem względnym, bardziej chodzi mi o duchowe odbieranie bodźców), drepczę beznamiętnie, modlę się ale tak naprawdę nie mam na to ochoty. Tylko, że w takich sytuacjach, gdy wreszcie pojmowałem swój emocjonalny stan i przede wszystkim znowu ogarniał mnie głód Boga, tęsknota i pragnienie, by ożywić moją relację z panem, starałem się zorganizować sobie jeden dzień w samotności i naprawdę przemodlić powód. Zrobić coś duchowo intensywnego, odwiedzić jakieś święte miejsce. A przede wszystkim usiąść przed Bogiem w wyznać mu to w prawdzie:

"Panie brakuje mi Ciebie.
Boże potrzebuję Cię.
Jeśli robię coś niewłaściwie, pokaż mi.
Pozwól mi się schronić w zagłębieniu Twojej dłoni.
Nie chcę znaków. Pragnę tylko, byś był w moim sercu."


    Pan Bóg nie odmawia, gdy ze skruszonym sercem przychodzimy i prosimy Go o Jego miłosierdzie. Czasami w takich chwilach pustki nagle zdarzało się coś lub pojawiał się ktoś, pojawiało się pozornie nic nieznaczące słowo, które jednak zapalało się, jak przysłowiowa żarówka i odsłaniało mi problem. Okazywało się bowiem, że jest przestrzeń, która wymaga przemyślenia, przedyskutowania, przemodlenia. Wydaje mi się, że była to taka pustka, która miała mi coś pokazać, popchnąć w dobrą stronę albo zupełnie zmienić kierunek poruszania się. 
    Najważniejsze jednak było uświadomienie sobie istoty problemu pustki i przyjście z nią do Boga. Reszta pochodziła od Ducha Świętego.

poniedziałek, 9 września 2013

spotkanie porekolekcyjne w Warszawie

    Wszedłem do domu. Za oknem milcząca ciemność. Tylko gwiazdy na niebie mrugają do mnie znajomo.
    Cisza....

    To był intensywny i niesamowity weekend. Czas beztroskiego odpoczynku, niemyślenia o wszelkich aspektach rzeczywistości. Chwila zatrzymania się w biegu. Inspirujące rozmowy, żywe dyskusje, spory i ogrom śmiechu. 
    Owocem letnich rekolekcji, oprócz duchowych zmian i emocji, stała się kilkuosobowa grupa. 


    Postanowiliśmy spotykać się od czasu do czasu, by wspólnie pobyć. Póki co, zjeżdżamy się w stolicy ale zaplanowane mamy wyjazdy na Warmię i Pomorze. Choć, jak będzie, pokaże nam przyszłość. 

     Tym razem wędrowaliśmy po Puszczy Kampinowskiej. 


    Nasz marsz nie był zbyt wymagający, ponieważ mieliśmy 5 plecaków pełnych jedzenia i "zmuszeni " byliśmy robić częste przerwy, by pozbyć się balastu.


    Najważniejsze jest jednak to, że poznaliśmy łosia Stefana, 


który stał się znakiem rozpoznawczym naszej grupy i powodem naprawdę dobrego humoru.
    Las podzielił się z nami swoimi bogatymi darami. Choć, przede wszystkim dał możliwość oderwania się od problemów i sprzyjał ożywionym rozmowom o Bogu i tym, co nas porusza. 


    Wspólna modlitwa, dyskusje, radość i śmiech, tysiące zdjęć i kilka odcisków o tyle bogatsi wróciliśmy do domu, by oddać się przyjemności długiej kolacji, składającej się z kilku dań głównych, przystawek i deseru. 

    Czas minął szybko i po niedzielnej mszy nadszedł czas żegnać pierwszą "dezerterującą"przedwcześnie osobę. Było nam dotkliwie smutno ale wykonując taniec łosia Stefana, postanowiliśmy być, jak patelnia i nie przywierać, nie czepiać się i nie więzić złymi i niepotrzebnymi emocjami. Wierzymy, że czas minie szybko i wkrótce znowu się spotkamy.

czwartek, 5 września 2013

odpowiedź na zagadkę biblijną - 6

6. Porównaj, znajdź podobieństwa, różnice, sposób i jakość służby, koniec życia i śmierć ( i wszystko, co wyda Ci się interesujące i istotne) blisko związanych dwóch bohaterów Starego Testamentu (kapłan i prorok) i nie będę  podawał imion, to należy też do zagadki. Z obu Ksiąg Samuela, nie muszę ułatwiać ale ten pierwszy wychowywał drugiego.
 
UCZEŃ I WYCHOWAWCA.


Dużo ich zarówno łączy, jak i dzieli.

   HELI dla Samuela jest nauczycielem, mistrzem posługi kapłańskiej, najważniejszym moralnym autorytetem. Niewątpliwie to człowiek pobożny, spokojny, ułożony, oddany swej posłudze, ale nie reaguje na niegodziwość swoich synów - nie wywiązał się do końca jako ojciec. Zaślepiła go miłość do własnych dzieci, był dla nich zbyt pobłażliwy. Był najwyższym kapłanem, traktowany jako prorok (stąd pewnie ta nieścisłość w treści zagadki), człowiek szczególnego autorytetu i zaufania. Był pewnego rodzaju kierownikiem duchowym, który pozwala Samuelowi rozpoznać głos Boga i otworzyć się na słowo Pana.
    Zaimponował mi tym, że kiedy dowiedział się o tym, że Bóg ukarze go wszystkimi nieszczęściami, jakimi groził - odpowiedział pokornie: "On jest Panem, niech postąpi, jak Mu się podoba".
    Zmarł, gdy dowiedział się, że jego synowie zginęli w bitwie z Filistynami i utracono Arkę Przymierza (spadł z krzesła i skręcił sobie kark).

    SAMUEL to ten, który słucha, zawołany przez Boga po imieniu. Całe jego życie może wiele nas nauczyć, ale po kolei. To dziecko Elkana i Anny (ulubiona żona upokarzana przez drugą Peninnę), która była niepłodna i modląc się złożyła ślub, że jeżeli urodzi syna odda go na służbę Bogu. Imię oznacza, że Bóg wysłuchał. Gdy tylko odstawiła od piersi w wieku 3 lat oddała do świątyni wyśpiewując pieśń dziękczynną. Co roku odwiedzała go, przychodząc z ofiarą.
    Powołanie Samuela może być pierwowzorem wszelkiego powołania. Dorastał i podobał się Panu i ludziom. W wieku 12 lat, w swej niewinności i dziecięcej postawie słyszy głos, który przypisuje Helemu. Ponieważ chłopiec nie rozpoznał głosu Boga, Pan powtarza swe wołanie. Objawia się w sposób tak prosty, że aż trudno zorientować się, że to On. (Pan daje mnóstwo znaków, przez które przemawia, ale często potrzeba kogoś, kto potrafi ten znak zinterpretować, doprecyzować, wskazać na Jezusa - pamiętasz nasze pierwsze listy odnośnie tego zagadnienia?) Heli idealnie się tu sprawdził, bo znał Boga i mógł potwierdzić, że to rzeczywiście On do nas mówi. Zauważ, że trzeba stać się jak dziecko, aby Go usłyszeć. Samuel może też nauczyć nas prostoty kontaktu z Bogiem. Tak się on zaczyna i pięknie przygotowuje do kolejnych życiowych zadań.
      Samuel staje się wiarygodnym prorokiem Pana, wszystko się sprawdza. Jest również wrażliwy, bo nie chciał ranić opiekuna. Był nastolatkiem, a podjął się roli dorosłego człowieka i wywiązał się z niej. Mnie ujęło zdanie, które już Ci pisałam - "Bóg nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię".
    Potrafi oddać władzę, ale zawsze jest ze swoim ludem. Do śmierci się za niego modli. Namaszcza na króla Saula i choć trudno mu go zaakceptować, jest wobec niego lojalny i dba o jego autorytet. Namaszcza również Dawida na króla.
Bardzo krótko wspomniana jest śmierć Samuela, bardziej podkreślona jest żałoba po nim.
Mowa jest również o duchu Samuela - bardzo trudny do interpretacji, tajemniczy fragment, zapowiadający klęskę pod Gilboa.
     Samuel można powiedzieć, że powołanie wyssał z mlekiem matki. Po niej też odziedziczył bezpośredniość i odwagę w kontakcie z Bogiem - jak ona zawsze stawiał Go na pierwszym miejscu.
    To, co pomogło mu w jego życiowej misji to jego wierność i posłuszeństwo słowu Bożemu. Nauczał przede wszystkim poprzez swój przykład, też nieustannej modlitwy.
Synowie Samuela (sędziowie w Izraelu) pomimo wspaniałego przykładu ojcowskiego życia - nie chodzili jego drogą, wypaczali Prawo dla własnych korzyści.

Synowie obu nie zdali egzaminu dojrzałości - tylko czy wina jest tylko po ich stronie? 

(odpowiedź Moniki) 

stan pustki - cz.1

    Ostatnio wciąż w różnych rozmowach przewija się temat pustki w sercu i oschłości. 


Jaki to stan? Czy jest potrzebny? Kiedy się pojawia i jak długo trwa? Jak powinniśmy się zachować, gdy nadejdzie? Czy możemy się na pustkę nie zgodzić?

    Skoro ten temat wypłynął, pojawiły się dyskusje z kilkoma osobami, a one pozostawiły ślad i dziwne pytania, także wątpliwości, zastanawiam się, co Pan chce mi przez to powiedzieć. Spróbowałem zebrać informację płynące z doświadczeń innych osób i trochę czasu spędziłem na tym, by przyjrzeć się własnemu sercu.

    1. Czy czuje teraz pustkę?
Nie, wręcz przeciwnie. Ostatnio uświadomiłem sobie, że choć wierzę, nie do końca czuje swoją wiarę. To znaczy moja wrażliwość na obecność Boga, zmysłowe przyjmowanie Jego istnienia w moim życiu są zbyt małe. Dlatego próbuję w tym pochodzić, rozeznać się prosić o światło Ducha Świętego, mądrość postępowania i odszukanie woli Boga własnym sercem.

    Ale na pustkę nie narzekam.

(cdn.)