czwartek, 28 marca 2013

Izaak - on się uśmiecha

Błądziłem, zanim przyszło utrapienie, teraz jednak strzegę Twego słowa.
 
Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś, bym się nauczył ustaw Twoich.
(psalm 119)
 
Ty zapisałeś moje życie tułacze i przechowałeś łzy moje w swym bukłaku,
czyż nie są zapisane w Twej księdze?
(psalm 56)
 

Oczy wszystkich oczekują Ciebie



Panie, Oczy wszystkich oczekują Ciebie, Ty zaś dajesz im pokarm we właściwym czasie.
(Ps 145,15) 


    Zasadnicza różnica między nami, a Panem Bogiem jest taka, że nam trudno jest wyjść poza myślenie czysto ludzkie. Dbamy i zajmujemy się potrzebami doczesnymi,  patrząc na wszystko dookoła przez pryzmat  naszego krótkiego,  ziemskiego życia. Tak trudno jest nam wyjść poza jego ramy, wyobrazić sobie to, co obiecał nam Jezus. Zobaczyć mieszkania, które u naszego Ojca przygotował dla nas Chrystus.
    Pan Bóg dba o nasze doczesne potrzeby ale dużo bardziej zależy Mu na naszych potrzebach duchowych i na uświęceniu duszy i to tutaj, podczas naszego pobytu na ziemi. Dlatego Pan zawarł z nami ostateczne przymierze, dając nam swojego jedynego Syna, by On poprzez swoją śmierć dał nam możliwość odpuszczenia grzechów, zmartwychwstania i życia wiecznego.
     Nasz Ojciec niebieski zna nasze serca najlepiej. Jako jedyny dobrze wie, czego potrzebujemy. Zawsze daje nam to, co jest dla nas dobre i odpowiednie. Wybiera przy tym najwłaściwszy moment, wtedy kiedy jesteśmy gotowi na kolejny krok, kiedy dojrzejemy do zadania, które nam przygotował. Nie wcześniej i nie później. Potrafi przez przeróżne, często bardzo bolesne sytuacje, pokierować nami i pokazać, czego od nas oczekuje. Wiele razy w życiu przydarzyło nam się coś przykrego, przeżyliśmy dotkliwa stratę i wydawało nam się, że Bóg nas opuścił albo karze nas za nasze grzechy. Nic bardziej mylnego. Kogo Pan kocha, tego doświadcza mocno, by go kształtować i budować.
 Jak często, patrząc przez pryzmat czasu, okazuje się, że trudne wydarzenia zaprowadziły nas we właściwe miejsce i pomogły osiągnąć więcej, niż sobie wymarzyliśmy. Nawet jeśli będzie to tylko spokój w sercu, większe zaufanie, łagodność, cierpliwość  i wytrwałość.
    Pan Bóg patrzy na nas i jest gotów oddać nam wszystko o ile będziemy gotowi to wziąć. Nie zmusi nas do przyjęcia miłości, szczęścia i wszelkiego dobra, jeśli nie przyjdziemy do Niego i nie nadejdzie ten właściwy moment dojrzałości naszej wiary. 


    Kiedy Jezus nauczał ludzi na pustyni, szły za nim tłumy. Była to masa głownie prostych, ubogich osób, a pomiędzy nimi chorzy, niedomagający, którzy często ledwo trzymali się na własnych nogach. Wielokrotnie najbliżsi i przyjaciele nieśli  kalekich i chromych ludzi, idąc za Jezusem.

    Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. (Mt 14, 13-14)

    Pan Jezus lituje się nad swoim ludem. Ci uzdrowieni ludzie nie musieli Go prosić, ponieważ wyrazili swoją wiarę i prośby czynem. Przyprowadzenie chorych albo przyjście o własnych siłach tak daleko jest czymś więcej niż słowem, jest wyrazem głębokiej ufności.
    Chrystus postanowił tam na pustyni zatroszczy się także o czysto ludzkie potrzeby. Uczniowie chcieli wysłać ludzi do domów, by zaopatrzyli się w pożywienie ale Jezus miał prostsze rozwiązanie, pełne miłości i czułości. Błogosławił i rozdawał tą niewielką ilość, jaką mieli, nakarmiwszy każdego do syta. Dzięki temu pokazał nam, że mimo ubóstwa i ograniczonej możliwości, nawet wtedy, gdy niewiele możemy zrobić dla innych, pomoc przyjdzie „ z góry”. Jeśli zrobimy coś dla bliźnich z całego serca, ofiarując ten gest  Bogu, On postara się to rozmnożyć.
Jezus, poprzez rozmnożenie chleba  i ryb, nakarmił tysiące głodnych ludzi. Dał im także nasycić się słowem Bożym. Zadbał o to, co ziemskie i wieczne. Dał ludziom to, czego potrzebowali we właściwym momencie. Stanie się to udziałem każdego z nas, jeśli z niezłomną wiarą pójdziemy za Nim.

Natchnieni - Domysły na temat Barabasza - Z. Herbert

Zbigniew Herbert
Domysły na temat Barabasza
 

Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo
zakręcić się w kółko zakręcić radośnie jak kogut
On Imperator własnych rąk i głowy
On Wielkorządca własnego oddechu
Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem
tak jak inni uwolnij Barabasza
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało
A Barabasz być może wrócił do swojej bandy
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie
Albo założył warsztat garncarski
I ręce szklane zbrodnią
czyści w glinie stworzenia
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
lub - czego nie można wykluczyć -
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian
Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny
A Nazareńczyk
został sam
bez alternatywy
ze stromą
ścieżką
krwi 

środa, 27 marca 2013

Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą



    W Niedzielę Palmową usłyszeliśmy ten oto fragment Ewangelii Łukasza:

Jezus ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy.
Gdy przyszedł w pobliże Betfage i Betanii, do góry zwanej Oliwną, wysłał dwóch spośród uczniów, mówiąc: Idźcie do wsi, która jest naprzeciwko, a wchodząc do niej, znajdziecie oślę uwiązane, którego jeszcze nikt nie dosiadł. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj. A gdyby was kto pytał: Dlaczego odwiązujecie?, tak powiecie: Pan go potrzebuje. Wysłani poszli i znaleźli wszystko tak, jak im powiedział. A gdy odwiązywali oślę, zapytali ich jego właściciele: Czemu odwiązujecie oślę? Odpowiedzieli: Pan go potrzebuje. I przyprowadzili je do Jezusa, a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom. Odrzekł: Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą.
((Łk 19,28-40)


    Tekst ten musiał widocznie trochę we mnie popracować, ponieważ dopiero dziś wrócił  nieoczekiwanie i przybrał pewne kształty w mojej głowie. Nie chcę analizować całego fragmentu ale chcę spojrzeć na niego tylko pod jednym kątem. Mam zamiar przyjrzeć się ludziom obecnym przy wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy.
    Mamy tu kilka zróżnicowanych grup i chyba jedną pojedynczą osobę. Wyobraźmy sobie tę scenę. Jest piękny słoneczny dzień. Jezus siedzi już na osiołku, w oddali widać mury miasta. Podekscytowani uczniowie, otoczywszy Pana, kroczą z Nim w stronę Jerozolimy. Widać radość na ich twarzach, a w tle już słuchać okrzyki tłumu wiwatującego na cześć Jezusa. Wydaje mi się, że widzę oczyma wyobraźni, towarzyszące grupie Chrystusa, kobiety, jest na pewno Najświętsza Maryja, obok Niej Maria Magdalena.
    Kto znalazł się blisko Syna Bożego? Co porusza serca tych ludzi? Po co przyszli? Jak toczyć się będą dalsze ich losy? Jaka jest ich relacja z Bogiem?  

  1. Grupa pierwsza – faryzeusze.
    
    Nawet jeśli słowa Jezusa w jakiś sposób poruszyły serca tych ludzi, duma, pycha, zawiść i wiele innych słabości, nie pozwoliły na przyjęcie Chrystusa i Jego dzieła zbawienia. Ludzie ci pozostali w zatwardziałości swoich serc, odrzucając Syna Bożego. Nie zdolni do dojrzewania, ślepo wierząc we własną nieomylność, kroczyli prosto w paszczę ciemności.  
     W dzisiejszym świecie, to osoby zupełnie odrzucające istnienie Boga i nawet w sytuacjach jasnych, kiedy mają dowody na obecność Pana w swoim życiu, uparcie budują na własnych możliwościach i marnościach tego świata. 

  1. Grupa druga – tłum.


   Mnóstwo tych ludzi doświadczyło mocy Jezusa, wiedzieli oni bezpośrednio cuda, uzdrowienia, znaki albo o nich słyszeli od innych. Jednak większość z nich poddaje się atmosferze chwili. Zamieniają wszystko na korzyści. Przeliczają. Są to ludzie, którzy głośno krzyczą ale w duszy uwiezieni są przez swoją niestałość, zagubienie, małą wiarę, brak zaufania. Jak wiemy z dalszej części Ewangelii, duża grupa tych właśnie osób zamieniła gałązki na kamienie, którymi obrzucano aresztowanego Chrystusa. To oni po tym, jak radośnie krzyczeli: Hosanna, witając wielkiego Króla, chwilę później skandowali: na krzyż, ukrzyżuj Go.
     W dzisiejszym świecie są to ludzie, którzy wierzą wtedy, kiedy im jest najwygodniej. Grupa ta bierze często udział w życiu kościoła z różnych względów takich, jak przyzwyczajenie, tradycja, albo nawet przekonania. Tylko, że ta postawa kończy się na silnym przeświadczeniu o własnej nieskazitelności. Ludzi tych charakteryzuje chęć posiadania, otrzymywania. Żądają ale nie potrafią albo nie chcą dawać. Wybierają przyjemności płynące z tego świata, nie widząc nic poza doczesnym życiem. Znają Pana Jezusa ale tylko z widzenia. 

  1. Grupa trzecia – uczniowie Pana Jezusa.


   Ewangelia mówi, że rzucali swoje płaszcze na drogę przed jadącym na osiłku Jezusem. Radowali się, śmiali i krzyczeli na część swojego Mistrza. Zastanawiałem się nad tym, czy oni w głębi serca czuli to, co nieuchronnie nadchodziło. Nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Być może dali się także ponieść chwili i zapomnieli przez moment o zapowiedzi Jezusa. Ale ich radość była pełna, szczera, uczciwa. Z ich serc płynęła miłość do Chrystusa. Towarzyszyli Mu tak długo, tak wiele razem przeżyli, widzieli cuda, codziennie karmili się światłem i mocą Pana. Możliwe, że przeczuwali, co zdarzy się wkrótce ale po raz pierwszy sam Pan Jezus pozwolił publicznie okrzyknąć się królem i wielbić swoje imię. Być może lęk, przed zapowiedzianą śmiercią Chrystusa, był obecny w ich sercach ale w owej chwili byli szczęśliwi, mogąc przeżywać coś tak wspaniałego. Uczniowie w miarę upływu czasu coraz mocniej wierzyli, dojrzewali i pewni byli Boskości swojego Mistrza. Z pełnym przekonaniem zerwali ze starym życiem i z ogromnym poświęceniem i miłością kroczyli za Jezusem. Jak wiemy z dalszej części Ewangelii apostołowie pouciekali ze strachu w czasie aresztowania Jezusa. Musiało upłynąć jeszcze trochę czasu, by Bóg ostatecznie ukształtował ich serca, a stało się to dzięki zesłaniu i działaniu Ducha Świętego. Pokrzepieni Jego mocą uczniowie dojrzeli do wykonania powierzonego im przez Boga dzieła i ostatecznie wybrali drogę Chrystusa.
     W dzisiejszym świecie to ludzie, którzy wierzą, a przy tym świadomi są swojej mizerności, małości, słabości. To osoby, które każdego dnia toczą walkę. Upadają ale podnoszeni są przez kochającego Ojca. Ludzie, którzy żyją sercem i szukają prawdy. Poznali Boga i spotykają Go wszędzie. Pełni Bożej miłości dążą do uświęcenia. Mimo swojej niedoskonałości otoczeni są opieką Boga i niosą innym światło. 

  1. Grupa czwarta – jedna osoba Maryja.


   Kiedy próbuję Ją sobie wyobrazić, widzę, że się uśmiecha ale jest to uśmiech, który kryje bardzo wiele przeciwstawnych rzeczy. To radość matki, uczucie pełne miłości, zadowolenie i spełnienie ale z drugiej strony ten uśmiech skrywa głęboko zakorzenioną prawdę, lęk przed tym, co ma nadejść i ból nieuchronnego przeznaczenia. Mimo gwaru, krzyku i śmiechu ludzi sądzę, że Maryja, jako jedyna zachowała spokój w sercu, radowała się razem z innymi ale w głębi duszy była bardzo opanowana, oczekiwała, była przygotowana. Myślę, że tylko Ona zauważyła łzy Jezusa i tylko Ona wiedziała, że jest to mieszanina łez radości i smutku nad Jerozolimą. Maryja wiedział, co się wydarzy. Nie potrafimy sobie wyobrazić, jak trudno było jej się z tym pogodzić ale Ona ufała Panu Bogu bezgranicznie. To Ona w tych najbardziej krytycznych momentach była ostoją i opoką dla apostołów i najbliższych towarzyszy Jezusa. Nie tracąc wiary i zaufania. Dojrzała w miłości do Boga. Świadomie wypełniająca Jego wolę.
     W dzisiejszym świecie… zdarzają się tacy, którzy bliscy są zaledwie przypominać Jej cień.

Izaak - on się uśmiecha


Miłość,
Radość,
Wolność... Przyjdźcie, kupujcie, choć nie macie pieniędzy! (Iz 55,1) Za wszystko zapłacił już Pan Jezus. Dlatego: bierzcie!
 (przeczytane gdzieś...)

 
Shalom chaverim, lehitraot - pokój niech będzie z wami przyjaciele
(tekst izraelskiej piosenki)


Bóg nigdy nie prowadzi swych dzieci w sposób inny od tego, jaki by sami wybrali, gdyby mogli od początku przewidzieć koniec i podjąć chwalebny cel, który mają spełnić w swym współdziałaniu z Nim.
(życie Jezusa)

Nie mam innych rąk niż wasze

    Kiedy po raz pierwszy przeczytałem o tym krzyżu, strasznie spodobała mi się geneza i pomysł jego powstania. Dziś chce się z Wami tym podzielić.


    W katedrze w Munster w Niemczech wisi owy krzyż. W trakcie II wolny światowej katedra została zbombardowana, a krzyż został zniszczony. Pozostała pionowa belka z Panem Jezusem ale brakowało belki poziomej i rąk Chrystusa. Pewien artysta, który zajął się odrestaurowaniem krzyża, wpadł na niesamowity pomysł. Postanowił powiesić po obu stronach, zamiast rąk Pana Jezusa, belki z napisem: „Nie mam innych rąk niż wasze”.


    Fascynujące jest to, że nie tylko my jesteśmy w stanie odkryć w innych ludziach Pana Jezusa. Dokładnie tak samo mogą Go w nas zobaczyć inni ludzie
    Prawda, że to jest niesamowite? Otrzymaliśmy taką łaskę, dar i możliwość, że możemy naśladować Chrystusa. Nasze serca zostały stworzone na podobieństwo Jego serca. 
    Z jednej strony brzmi to tak, jakbyśmy byli przez ten fakt zobligowani do wielkich czynów i ciężkiej pracy. Jezus podniósł nam wysoko poprzeczkę. Z drugiej jednak strony chodzi chyba raczej o takie drobne rzeczy, które już "wczoraj" udało nam się dokonać... :
  • wyjść naprzeciw innym ludziom
  • nie zostawić ich w potrzebie
  • wziąć się do dzieła, jesli tego wymaga sytuacja
  • uśmiechnąć się do tego, który nas zawsze drażni   
  • wyciągnąć rękę do tego, który już dłuższy czas czeka 
    Myślę, że w czasie, kiedy czekamy na to, by spotkać się z Jezusem, nie powinniśmy stać bezczynnie. Nawet drobny gest, może mieć ogromne znaczenie. Wypiszmy sobie w sercu takie sowa:
    Pan Bóg dał nam ręce, byśmy mogli czynić. Dał nam nogi, byśmy mogli twardo stać na ziemi. Pan chce dzięki nam zmienić ten świat, a my możemy rozpocząć nowe życie
Dlatego wstańmy, poczujmy twardy grunt pod stopami, ruszmy do przodu, pozwólmy się zmienizmieniajmy nasze otoczenie. Zróbmy coś w końcu.
    Kroczmy śmiało z Panem Bogiem!!!
 
 

wtorek, 26 marca 2013

Los złych i dobrych

Psalm 37
Los złych i dobrych

Nie oburzaj się widząc źle czyniących
i nie zazdrość ludziom nieprawym,
Bo zwiędną prędko jak trawa,
obumrą jak świeża zieleń.
Miej ufność w Panu i czyń to, co dobre,
a będziesz mieszkał na ziemi i żył bezpiecznie.
Raduj się w Panu,
a On spełni pragnienia twego serca.
Powierz Panu swą drogę,
zaufaj Mu, a On sam będzie działał.
On sprawi, że twa sprawiedliwość zabłyśnie jak światło,
a prawość twoja jak blask południa.
Spokojny bądź wobec Pana i Jemu zaufaj,
nie oburzaj się na tego, któremu szczęści się w drodze,
na człowieka, który obmyśla zasadzki.
Porzuć zapalczywość i przestań się gniewać,
nie oburzaj się, gdyż to prowadzi do złego.
Wyginą bowiem złoczyńcy,
a ufający Panu posiądą ziemię.
Jeszcze chwila, a nie będzie przestępcy,
spojrzysz na jego miejsce i już go nie znajdziesz.
Pokorni natomiast posiądą ziemię
i będą się rozkoszować wielkim pokojem.
Chwała Ojcu i Synowi,
i Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, teraz i zawsze,
i na wieki wieków.