niedziela, 20 października 2013

takie sobie...życie

"Niósł w sobie ranę duszy i bronił jej oczu,
od słów, od dotknięcia i drżał w lęku,
że ból będzie większy, że zranienie okaże się śmiertelne...
Obcy myśleli, że to pogarda, pycha...
Tego nie można było wyjaśnić...
to było do samotnego wycierpienia."

sobota, 19 października 2013

odnaleźć Bożą mądrość

    Każdy z nas staje w życiu twarzą w twarz z sytuacjami, które wydają się nam mówić, że Pan Bóg jest okrutny. Czasami także natrafiamy w Piśmie Świętym na takie fragmenty, które podobnie zdają się pokazywać twardą i nieugiętą naturę Boga. 
    Owe sytuacje z naszego życia albo z Biblii wydaja się nam trudne do pogodzenia z wiarą i jej sensem.



    Wówczas cierpimy, ponieważ nie potrafimy odnaleźć w tym Bożej mądrości, która w tym wszystkim się znajduje.
    Jednak ten ból jest błogosławiony, ponieważ pobudza do poszukiwań i najczęściej odnajdujemy w tych trudnych sytuacjach taka głębię, jakiej się nie spodziewaliśmy.

    Podobna sytuację przeżyli choćby Matka Boża i św. Józef, kiedy zaginął im mały Jezus. 
Kiedy i my przechodzimy cierpienie i doświadczenia czasami ponad nasze siły, rozglądamy się z niepokojem za Chrystusem, a On jakby nam zaginął, jakby nas zostawił samych sobie. 
    Nie ma wówczas rzeczy ważniejszej niż to, żeby nie uwierzyć takim odczuciom. Należy nawet wbrew wszystkiemu wierzyć Chrystusowi, że nie kłamał, kiedy nam obiecywał, iż będzie z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata. 

Izaak - on się uśmiecha

Na swojej dłoni złożyłeś nas wszystkich, własne stworzenie i rąk Twoich dzieło.
(brewiarz)

Przez doświadczenia objawiasz Panie cierpiącym Swoje oblicze.
(brewiarz)

Dam wam serce nowe  i nowego ducha tchnę w wasze wnętrze. 
(Ez 36, 26) 

On daje to, o co wołają.
(Ps 147)

Każdy przyjaciel, każdy człowiek, który znajduje miejsce w naszym sercu, wiele dla nas znaczy, jak czas, który razem spędzamy. Wszystko inne jest bez znaczenia. 
(film: tuż po weselu - swoją drogą bardzo polecam)

piątek, 18 października 2013

nakarm swoje serce pokojem

Nakarm swoje serce pokojem.
Znaczy to: żyj w pokoju sam ze sobą.
Jeśli serce jest pełne nienawiści i egoizmu,
rozum nigdy nie znajdzie dróg prowadzących do pokoju.
Pokój zaczyna się tam, gdzie żądza i nienawiść ustają.
Świat nie odmieni się nigdy przemocą,
bez udziału serca.
Nakarm swoje serce pokojem.
znaczy to: tchu nabierz w ciszy.
Bądź jednością ze wszystkim, co żyje i obumiera.
Koniec z codziennymi, małymi wojnami.
Wszelkie objawy przemocy we własnym wnętrzu usuń gestami pojednania.
Nakarm swoje serce pokojem.
Znaczy to: potraktuj wszystko z szacunkiem,
zwłaszcza to słabe, które może łatwo czuć się dotknięte.
Zwróć uwagę na wszystko, co przyczynia się
do uszczęśliwienia innych.
Nie będzie żadnego pokoju na świecie dopóty,
dopóki nie zaistnieje pokój
w twoim i moim sercu.

nawet małą rzecz...

Pewna dwunastoletnia dziewczynka
napisała kiedyś w swoim dzienniczku:
"Jesteśmy ludźmi przyszłości,
to my musimy ulepszać sytuację.
Najgorszą rzeczą jest nic nie robić i patrzeć,
jak ten biedny świat się rozpada.
Wołamy: niech żyje pokój, a prowadzimy wojnę.
Powtarzamy: precz z narkotykami, a zabijamy sprawiedliwych.
A przecież nie jest postanowione,
że nie można skończyć z tym wszystkim.
Chciałabym Ci powiedzieć,
jeżeli jesteś smutny z powodu nienawiści w świecie,
nie płacz i nie trać nadziei, ale zrób coś,
nawet coś małego!"

św. Łukasz - święto Ewangelisty

    Rodzinnym miastem św. Łukasza była Antiochia Syryjska. Był poganinem, a nie Żydem. Naukę Chrystusa Łukasz przyjął przed przystąpieniem do św. Pawła. Nie należał do 72 uczniów Pana Jezusa.


    Z zawodu Łukasz był lekarzem, jak o tym pisze wprost św. Paweł Apostoł (Kol 4, 14). Należał do ludzi wykształconych i doskonale obeznanych z ówczesną literaturą. Świadczy o tym jego piękny język grecki, kronikarska dokładność informacji i umiejętność zdobywania źródeł. Jego znajomość judaizmu jest powierzchowna, a łacińskie imię wskazuje na jego pochodzenie.

     Łukasz zostawił po sobie dwie bezcenne pamiątki, które zaskarbiły mu wdzięczność całego chrześcijaństwa. Są nimi Ewangelia i Dzieje Apostolskie. 


    Chociaż sam prawdopodobnie nie znał Jezusa, to jednak badał świadków i od nich jako z pierwszego źródła czerpał wszystkie wiadomości. Formę i układ swej Ewangelii upodobnił do tekstu poprzedników, czyli do Mateusza i Marka. Ubogacił ją jednak w wiele cennych szczegółów, które tamci pominęli w swoich relacjach. Jako jedyny przekazał scenę zwiastowania i narodzenia Jana Chrzciciela i Jezusa, nawiedzenie św. Elżbiety, pokłon pasterzy, ofiarowanie Jezusa i znalezienie Go w świątyni - jest więc autorem tzw. Ewangelii Dzieciństwa Jezusa. Zawdzięczamy mu niejeden szczegół z życia Matki Bożej. On także przekazał pierwsze wystąpienie Jezusa w Nazarecie i próbę zamachu na Jego życie, wskrzeszenie młodzieńca z Nain, opowiadanie o jawnogrzesznicy w domu Szymona faryzeusza, o posługiwaniu pobożnych niewiast, zapisał okrzyk niewiasty: "Błogosławione łono, które Cię nosiło", gniew Apostołów na miasto w Samarii, rozesłanie 72 uczniów oraz przypowieści: o miłosiernym Samarytaninie, o nieurodzajnym drzewie, o zaproszonych na gody weselne, o zgubionej owcy i drachmie, o synu marnotrawnym, o przewrotnym włodarzu, o bogaczu i Łazarzu. Przekazał nam scenę uzdrowienia dziesięciu trędowatych i nawrócenie Zacheusza.


     Bardzo cennym dokumentem są także Dzieje Apostolskie. Jest to bowiem jedyny dokument o początkach Kościoła, mówiący o tym, co się działo po wniebowstąpieniu Jezusa. Ponieważ w wielu wypadkach Łukasz sam był uczestnikiem opisywanych wydarzeń, związanych z podróżami apostolskimi św. Pawła, dlatego przekazał ich przebieg z niezwykłą sumiennością.


    Według legendy malował portrety Jezusa, apostołów, a zwłaszcza Maryi, Matki Bożej. Dante określił Łukasza "historykiem łagodności Chrystusowej". 


    Nie wiemy, gdzie znajduje się grób św. Łukasza. Przyznają się do posiadania jego relikwii Efez, Beocja, Wenecja i Padwa. Przez długie wieki pokazywano i czczono relikwie św. Łukasza w Konstantynopolu. Tam miały być przeniesione za cesarza Justyniana (ok. 527). Potem relikwie przewieziono do Wenecji, a stąd w czasie najazdu Węgrów miały być umieszczone dla bezpieczeństwa w Padwie (899). Do dnia dzisiejszego pokazują je tam w kaplicy bazyliki św. Justyny.

czwartek, 17 października 2013

szafelnia - niewiara, błahostki, prośby - 101 drobiazgów

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?» 
(Łk 4, 20-22)


    Dlaczego mieszkańcy Nazaretu nie zobaczyli w Jezusie Zbawicie? Dlaczego nie uwierzyli w Niego i nie przyjęli Chrystusa do swojego życia?
    Myślę, że to pokazuje, jak bardzo zamknięte są nasze serca i jak mocno ograniczone jest nasze myślenie. Jak mało pragniemy, by Bóg to zmienił. Kierujemy się tym, co pochodzi od nas. Sami myślimy. Sami decydujemy. Sami działamy. 
    Patrząc na Pana Boga nakładamy na Jego obraz filtry. Grube warstwy. Wiele jest tych warstw, na przykład filtr naszych przekonań, naszych zwyczajów, sposobu myślenia. Kolejne warstwy to myśli, czy coś wypada, czy to zgadza się z moim światopogladem, czy to Panu Bogu by się spodobało. 

    Ostatnio przydarzyła mi się pewna rozmowa. Byłem w drodze ze znajomą, niepełnosprawna osobą. Tego dnia rano okropnie padało. Za oknem było szaro i ponuro, bez najmniejszych śladów słońca. Nie marudziłbym za bardzo, gdyby nie fakt, że akurat wtedy potrzebna nam była pogoda, przynajmniej, by było sucho, głównie ze względu na tę osobę, która siedzi w wózku. I kiedy dojechaliśmy do miasta nagle pogoda poprawiła się, nawet wyszło słońce. Wtedy w rozmowie powiedziałem, że Bóg wysłuchał mojej modlitwy i prośby. Owa osoba była zaskoczona, rzekłbym nawet trochę zbulwersowana, ponieważ, cytuję jej słowa: jak można Panu Bogu zawracać głowę takimi błahymi sprawami, przecież On ma ważniejsze rzeczy na głowie. 

    Zarówno w tamtym momencie, jak i teraz uważam, że ta osoba nie ma racji. Sądzę, że nasze myślenie jest naprawdę ograniczone, a obraz Pana Boga zniekształcony. Nasza wiara nie jest wolna, jest zniewolona przez nasze pojmowanie Bożej wszechmocy i miłosierdzia. 
   Pan Jezus uczy nas byśmy byli, jak dzieci. A jakie są dzieci? One przychodzą do swoich rodziców ze wszystkim. Ze smutkami i z radościami. Potrafią się dzielić każdą emocją. Przychodzą z ufnością, że nie zostaną odtrącone. Przychodzą do rodziców, przy których czują się bezpiecznie i przed którymi nie mają tajemnic. Nie patrzą na to, czy wypada mamę poprosić o lizaka, czy tatę o pomoc. Przychodzą z pragnieniami, marzeniami, wierząc, że ich prośby mogą zostać wysłuchane. 


    Nie chcę przez to powiedzieć, że Pana Boga mamy traktować instrumentalnie ale On przecież zna nas najlepiej, a także to, co czujemy. Przed Nim nic nie ukryjemy, więc nie bójmy się z Nim rozmawiać o wszystkim. Kiedy z kimś częściej przebywamy i rozmawiamy, poznajemy go lepiej i budujemy mocniejszą więź. Myślę, że nic nie jest błahe, a najważniejsze jest, że ufamy, że Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry.
    Oczywiście uczmy się też pokornego przyjmowania rzeczy, które nie są po naszej myśli, bowiem nie wszystko to o co prosimy, jest nam tak naprawdę potrzebne.