sobota, 31 sierpnia 2013

zagadka biblijna - 6

    Przyszło lato, słońce, energia i nowe siły. Dlatego pomyślałem, że to idealna pora na rozruszanie naszych szarych komórek. Zapraszam Was do malej zabawy. Od niedługiego czasu zajmujemy się ze znajoma wymyślaniem zagadek biblijnych i stwierdziłem, że przecież mogę podzielić się naszymi pomysłami na łamach bloga, wierząc i mając nadzieje, że niektórzy sięgną po Pismo Święte, by poszukać rozwiązania. 



    Zagadki nie są nie wiadomo jakie twórcze i błyskotliwe ale sprawiają dużo frajdy i radości.
Jeśli ktoś miałby ochotę wrzucić swój pomysł – pytanie- zadanie, bardzo proszę pisać. 


Kolejne pytanie: 
Porównaj, znajdź podobieństwa, różnice, sposób i jakość służby, koniec życia i śmierć ( i wszystko, co wyda Ci się interesujące i istotne) blisko związanych dwóch bohaterów Starego Testamentu (kapłan i prorok) i nie będę  podawał imion, to należy też do zagadki. Z obu Ksiąg Samuela, nie muszę ułatwiać ale ten pierwszy wychowywał drugiego.

miłość nie unosi sie pychą

    MIŁOŚĆ NIE UNOSI SIĘ PYCHĄ, bo jest w pewnym sensie jej przeciwieństwem.
Pycha to zaburzone poczucie sprawiedliwości, przez które człowiek nie chce uznać prawdy o sobie. To egoizm skoncentrowany na sobie, żerujący na ambicji. Czyni człowieka małostkowym, chce innych upokorzyć, podczas gdy miłości zależy na wzroście drugiego.            

    Pycha zawsze ma rację, nigdy nie ustąpi. Nie chce zrozumieć, że chodzi przed upadkiem. Miłość pragnie zapobiec upadkowi człowieka. Potrafi ustąpić, bo uznaje racje drugiej strony.
    Miłość potrzebuje innych, pycha nie, nadyma się sobą. Miłość jest twórcza, pycha destrukcyjna, bierze się z porównywania i oceniania innych. Miłość każdego traktuje indywidualnie, dlatego nie potrzebuje porównywać. Nie ocenia, za to wspiera, bo wie, że prawdę o sobie można dostrzec tylko i wyłącznie oczyma Jezusa i to właśnie w nich przegląda się miłość, która nie unosi się pychą.  

    A jak to sprawdzić? Zwyczajnie, po owocach. Dzieci miłości to między innymi dobro, łagodność, pokój, radość, cierpliwość, uprzejmość, wierność, natomiast córki pychy to duma, próżność, samolubstwo, zarozumiałość, plotkarstwo, faryzejstwo, obłuda.

piątek, 30 sierpnia 2013

medytacja w lesie ale nie będzie o medytacji :-)

    Moje pierwsze w tym roku grzybobranie. 


     Mówi się: kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje.

     A ja niestety byłem dziś leniwy i wolałem dłużej pospać. No i miałem za swoje. Idąc swoim grzybowym szlakiem, wciąż widziałem pocięte grzyby, znak, że ktoś „przywłaszczył” sobie „moje” prawdziwki.
     Jakiś czas temu odkryłem pewne miejsce, moje grzybowe Eldorado. Niestety okazało się, że ci co wolą dłużej pospać, tracą pierwszeństwo.
     Na szczęście las jest duży i w końcu i ja nazbierałem swoje wiadereczko. 


    Uwielbiam łazić po lesie. Idealny czas, by pobyć w swoim towarzystwie. Przy okazji można usiąść, gdzieś na trawie i pogadać z Panem Bogiem. Ja grzybów nie lubię ale później rozdaję je znajomym i cieszę się ich radością.

     Dziękuję Ci Panie za te dary lasu, z których z Twojej dobroci możemy korzystać i za to, że zawsze prowadzisz mnie tam, gdzie rosną najdorodniejsze prawdziwki.

fragment z mszy Monastycznej Wspólnoty Jeruzalem

    Nie wiem, czy się uda ale spróbuję wrzucić. Znalazłem na komórce krótki film z mszy ze wspomnianego już przez mnie kościoła św. Marcina w Kolonii. Akurat odmawiane - wyśpiewywane jest „Ojcze nasz” (niestety w języku niemieckim) przez Monastyczną Wspólnotę Jerozolimską. Mam nadzieję, że nawet „zdeklarowani przeciwnicy” języka niemieckiego będą potrafili wczuć się w klimat i ze spokojem wysłuchać do końca ten kawałek. Swoją drogą sam kościół jest powalający. Choć jest bardzo surowy i generalnie pusty ale jest jakiś taki niesamowity. I nawet ja, a nie lubię surowych i pustych kościołów, byłem sparaliżowany w tym miejscu. 

 

Izaak - on się uśmiecha

Niech wiara najpierw zapuści korzenie w duszy spragnionej,
Niech po niej wzrośnie nadzieja i wyda owoc miłości. 
(brewiarz - już kiedyś cytowałem ten fragment ale ilekroć go czytam, nie potrafię spokojnie przejść dalej)

Pokaż mi drogę, którą mam kroczyć. Bo w Tobie pokładam nadzieję. 
(Ps 143,8)

Chryste, Ty jesteś słońcem sprawiedliwości, oświeć nas swymi promieniami  i oddal od nas wszelkie złe uczucia. 
(brewiarz - prośby)
  
Boże, Ty rozpraszasz ciemności niewiedzy światłem Twojego Słowa, pomnóż w naszych sercach moc wiary, aby żadne pokusy nie zgasiły ognia, który zapłonął dzięki Twojej łasce. 
(brewiarz - komentarz) 

(Beskidy - widok z Miziowej - rekolekcje 2013)

kościół w Ciśccu - świadectwo opatrzności Bożej

     W czasie rekolekcji wędrowaliśmy ze św. Janem i św. Piotrem po Beskidach. Studiując poszczególne teksty ewangelii i listów św. Jana i listów św. Piotra, wchłanialiśmy piękno gór i to prawda, że będąc tak wysoko, wspinając się na szczyt jest się naprawdę bliżej Pana.                 
    Człowiek czuje się taki bezradny i malutki. Poza tym łatwo uświadomić sobie, jak niesamowicie piękny świat stworzył nam Bóg. 


     Ojcowie Marek i Krzysztof przygotowali nam dodatkowo ciekawe niespodzianki i odwiedzaliśmy niesamowite miejsca, takie perełki, małe kapliczki, kościoły, święte miejsca. Stojąc w tych miejscach czuło się zapach historii, smak ludzkich losów i delikatną ale wszechmocną obecność Boga.



     Pewnego dnia odwiedziliśmy niewielki kościół pod wezwaniem św. Maksymiliana Marii Kolbe w Ciścu (nie mylić z czyśćcem).

Tam spotkaliśmy ks. Nowobilskiego, który opowiedział nam niesamowitą historię powstania tego kościoła. 



     Otóż na początku lat siedemdziesiątych mieszkańcom wsi Ciściec coraz bardziej doskwierał brak miejsca, gdzie mogliby się zbierać na modlitwy. Nie było nawet kaplicy. Postanowiono w końcu takie miejsce zorganizować. W związku z tym, że owe czasy nie sprzyjały takim inwestycjom (służby bezpieczeństwa skutecznie utrudniały powstawanie kościołów), początkowo próbowano zaadoptować nieużywaną już od dawna piekarnię ale po bliższych oględzinach, okazało się, że budynek nie spełnia wymogów. W związku z tym zdecydowano się wystąpić o pozwolenie wybudowania domu dwurodzinnego, ponieważ nie było mowy otrzymania zezwolenia na wybudowanie kościoła. Tylko w taki sposób można było obejść zakazy „z góry” i oszukać urzędników partii. 


    (oryginalne zdjęcia z placu budowy rok 1972 - Ciściec) 
    Władze wydały zezwolenie i przystąpiono do stawiania fundamentów, jednak nie udało się dotrzymać tajemnicy i nagle urzędnicy nakazali wstrzymać budowę. Przesłuchiwano podstawioną rodzinę, która uzyskała pozwolenie na budowę rzekomego domu. Próbowano groźbami wymusić informacje, co do rzeczywistych planów budowy. 



     W owym czasie ks. Nowobilski przebywał na rekolekcjach, gdzie „przez przypadek” dowiedział się o księdzu, który kilka miesięcy wcześniej wybudował w swojej parafii kaplicę w ciągu 24 godzin. Istniał bowiem przepis, który mówił, że budynek, który powstanie w takim czasie, nie wolno zburzyć. 



     To samo postanowiono dokonać w Ciścu. Zaplanowano rozpoczęcie budowy na ostatnią sobotę października. Tylko małe grono wtajemniczonych osób wiedziało o tym terminie. Niestety, znowu w jakiś sposób, służby bezpieczeństwa dowiedziały się o planach i po raz kolejny rozpoczęły się aresztowania i przesłuchania. Budowę odwołano. Ale nie na długo. Tydzień później w niedzielny poranek, naprawdę niewielka grupa ludzi, zaczęła budzić mieszkańców wioski i zwoływać na rzekomo mająca się odbyć mszę. Kiedy ludzie zeszli się na miejsce okazało się, że po mszy trzeba zakasać rękawy i wziąć się do budowy.


     Wielu zabrało się do pracy w odświętnych strojach, tak, jak przyszli na mszę. A później wszystko działo się błyskawicznie. Po kilku godzinach pojawiły się służby bezpieczeństwa i wszelkimi środkami starano się przerwać prace. Wyłączono nawet prąd we wsi i mieszkańcy pracowali przy świetle palących się dookoła opon. 



     Faktycznie kaplica stanęła po 24 godzinach i choć fachowcy twierdzili, że nie ma prawa ustać i że lada moment musi runąć, dzięki opiece Bożej, nie doszło do żadnej tragedii. Nawet władze na chwilę ucichły, ponieważ po cichu na to liczyły, że budynek runie i pociągnie za sobą ofiary, co będzie pretekstem do aresztowań i szybkiego załatwienia problemu.

     Należy wspomnieć także o tym, że mieszkańców i całą inwestycję w dużym stopniu wspierał i ochraniał Karol Wojtyła, który wtedy był kardynałem, bez jego pomocy byłoby jeszcze trudniej. 



     To nie był koniec wojny ze służbami bezpieczeństwa. Wioska przez całe następne dwa lata, dzień i noc, musiała pilnować kaplicy. Rozpisano dyżury, dopiero po tym czasie, kiedy Karol Wojtyła poświecił kaplicę, władze dały za wygraną i odpuściły.

czwartek, 29 sierpnia 2013

czas na miłość

    Tę krótką historię dostałem od kogoś, kto otrzymał ja smsem od kogoś, do kogo ta wiadomość dotarła od innej osoby.  
    I tak sam puszczam ją dalej w świat. Myślę, że wszystko to wiemy ale... 
Często zapominamy albo nie zastanawiamy się nad tym. 
    Może zdarzy się, że ktoś z Was będzie musiał albo chciał coś komuś napisać i nic twórczego i ciekawego nie wpadnie mu do głowy, wtedy może sam wysłać tę historię, by miłość płynęła dalej.

"Dawno temu na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały: emocje, uczucia i ludzkie cechy. Pewnego dnia wyspa zaczęła tonąć. Miłość czekała do ostatniej chwili. Gdy pozostał tylko skrawek lądu, poprosiła o pomoc. Bogactwo powiedziało, że na jego pokładzie nie ma miejsca na Miłość. Duma stwierdziła, że Miłość na pewno popsułaby wszystko na jej statku. Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek, ale zaraz odpłynął sam jak palec. Dobry Humor przepłynął obok Miłości, nie zauważając jej, bo był tak bardzo rozbawiony... Nagle Miłość usłyszała: "Chodź! Zabiorę Cię ze sobą" - powiedział nieznajomy Starzec. Miłość była tak szczęśliwa, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca. Dopiero Wiedza jej powiedziała: "To był Czas, bo tylko on rozumie, jak ważna w życiu każdego człowieka jest Miłość."