Jair, przełożony synagogi być może należał do tych którzy nie akceptowali Jezusa. Bali się starszych, by nie wykluczono ich z synagogi. Pewnego dnia jego córka, jedynaczka zachorowała. Poczałkowo nic nie wskazywało na to, że może zacząć się dziać coś złego. Wokół dziecka zgromadzili się medycy.
Nagle dziewczynka z minuty na minutę zaczęła słabnąć. W tym momencie dla ojca nie ważne było, co powiedzą ludzie, czy zostanie wykluczony, odrzucony. Trzeba iść do Jezusa, trzeba Go odnaleźć. On jest jedyna nadzieją. Jair słyszał o Jezusie bardzo dużo, że uzdrawia, że uwalnia opętanych, czyni znaki. Każdy może się do Niego zbliżyć, nawet grzesznicy i Jego wrogowie. Dlatego Jair idzie Go odszukać, pełen nadziei. Bo Jezus budzi nadzieję w sercu każdego, kto o Nim myśli. Choć droga do Jezusa nie jest łatwa, tak, jak droga do własnego serca.
Gdy Jair odnajduje Jezusa, zaprasza Go do swojego domu. Chrystus od razu się zgadza. Po drodze dochodzi do sytuacji, kiedy to chora kobieta dotyka płaszcza Pana, wierząc że dzięki temu wyzdrowieje. Ta scena ma ogromne znaczenie dla Jaira, będzie dla niego ważna, po to, by nie stracił wiary. Uzdrowienie kobiety da mu siłę, umocni go, ponieważ za chwilę słudzy Jaira przyniosą okropna wiadomość o śmierci jego ukochanej córki. To może go załamać i zniechęcić.
I ty możesz zaprosić Jezusa, aby poszedł do twojego domu, do twoich bliskich, do twojego serca i tam uzdrawiał to, co jest chore, umierające. Gdy Go przyprowadzisz, On już będzie wiedział co czynić. Nie rezygnuj nawet, jeśli napotkasz trudności.
Kiedy szli, przyszedł ktoś z domu przełożonego synagogi i powiedział:
Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela! (Łk 8,49)
Szokująca wiadomość. Nie ma już sensu, nie ma nadziei. Jest już za późno. Ale kto jest Panem życia i śmierci? Chrystus sam mówi o sobie, zwracając się do Marty, siostry Łazarza:
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. (J 11,25)
Jeżeli coś w tobie umarło: nadzieja, wiara, zdrowie, zaproś Jezusa. On to wskrzesi.
Jezus nie pozwolił, by w Jairze umarła nadzieja. On nie pozwoli, by i w tobie umarła wiara i ufność, dlatego mówi:
Nie bój się wierz tylko. (Lk 8,50)
To znaczy zdobądź się na nowy akt wiary. Nawet jeśli otrzymujesz złe wieści, tragiczne i nieprzychylne informacje. Nawet jeśli boli. Na wiarę nigdy nie jest za późno. Dopóki jesteś w drodze z Chrystusem, On jest twoja nadzieją i życiem. Wszystko się może jeszcze zmienić.
Kiedy przyszli do domu, dziewczynka była martwa. Choć wydawało się, że nic się nie zmieniło po ich wejściu, odmieniło się wszystko, ponieważ z Jezusem przyszło życie.Jair przyprowadził radość tam, gdzie był smutek.
Jezus mówi:
Dziewczynko, wstań! (Łk 8,55)
I natychmiast duch dziewczynki powrócił i powstała. Warto było przyprowadzić Jezusa. Warto było z Nim iść do końca. Warto było się nie poddać. Warto było uwierzyć Jego słowom.
piątek, 7 czerwca 2013
Jak Bóg mógł pozwolić na coś takiego?
córka Billy'ego Grahama w wywiadzie TV na pytanie:
Jak Bóg mógł pozwolić na coś takiego?
odpowiedziała:
Jestem przekonana, że Bóg jest do głębi zasmucony z tego
powodu, podobnie jak i my, ale od wielu już lat mówimy Bogu,
żeby wyniósł się z naszych szkół, z naszych rządów oraz z naszego życia,
a ponieważ jest dżentelmenem, jestem przekonana, że w milczeniu wycofał się.
Jak możemy się spodziewać, że Bóg udzieli nam swojego błogosławieństwa
i ochroni nas, skoro my żądamy, aby On zostawił nas w spokoju?
Zobaczmy - myślę, że zaczęło się to wówczas, kiedy Madeline Murray O'Hare
(została zamordowana, niedawno znaleziono jej ciało)
narzekała, nie chcąc żadnych modlitw w naszych szkołach, a my powiedzieliśmy OK.
Potem ktoś powiedział, żeby lepiej nie czytali Biblii w szkole...
Biblii, która mówi: nie zabijaj, nie kradnij, kochaj swego bliźniego
jak siebie samego. A my powiedzieliśmy OK.
Następnie dr. Benjamin Spock powiedział,
że nie powinniśmy dawać klapsa dzieciom, kiedy się źle zachowują,
ponieważ ich małe osobowości się zniekształcają
i możemy zniszczyć u nich szacunek do samych siebie
(syn dr. Spock'a popełnił samobójstwo)
A my powiedzieliśmy, że ekspert powinien wiedzieć, o czym mówi.
Dlatego powiedzieliśmy OK.
Po czym ktoś powiedział, że lepiej by było,
aby nauczyciele i wychowawcy nie karali naszych dzieci,
kiedy się źle zachowują. Dyrektorzy szkół powiedzieli,
że lepiej by było aby żaden pracownik tej szkoły nie dotykał uczniów,
kiedy się źle zachowują, ponieważ nie chcemy złej opinii
i z pewnością nie chcemy być zaskarżeni do sądu
/istnieje ogromna różnica między karaniem i dotykaniem,
biciem, upokarzaniem, kopaniem itd./.
A my powiedzieliśmy OK.
Następnie ktoś powiedział - pozwólmy naszym córkom na aborcję - jeśli chcą.
Nawet nie muszą o tym mówić swoim rodzicom. A my powiedzieliśmy OK.
Po czym ktoś mądry z rady szkoły powiedział:
ponieważ chłopcy i tak będą chłopcami, więc i tak będą to robić,
dajmy naszym synom tyle kondomów, ile chcą, aby mogli zażywać tyle radości,
ile chcą, a my nie będziemy musieli mówić ich rodzicom,
że otrzymują je w szkole. A my powiedzieliśmy OK.
Po czym niektórzy z wyższych wybranych urzędników powiedzieli,
że to nieważne, co robimy prywatnie, dopóki wykonujemy naszą pracę...
Zgadzając się z nimi, powiedzieliśmy, że nie obchodzi mnie to,
co ktoś, łącznie z prezydentem, robi prywatnie, dopóki ja mam pracę,
a ekonomia jest dobra.
Po czym ktoś powiedział - drukujmy czasopisma że zdjęciami nagich kobiet
i nazwijmy to zdrowym, trzeźwym podziwem dla piękna kobiecego ciała.
A my powiedzieliśmy OK.
Po czym ktoś inny poszedł o krok dalej z tym podziwem
i opublikował zdjęcia nagich dzieci, a następnie jeszcze jeden krok dalej
i udostępnił je w Internecie.
A my powiedzieliśmy - OK, są upoważnieni do swobodnego wyrażania.
Po czym przemysł rozrywkowy rozpoczął produkcję widowisk TV
i filmów promujących przemoc, profanacje, zakazany seks.
Rozpoczął nagrania muzyki zachęcającej do gwałtu, narkotyków, zabójstwa,
samobójstwa oraz satanistycznej.
My powiedzieliśmy, że to tylko rozrywka, to nie ma żadnych
szkodliwych skutków, w każdym bądź razie nikt nie traktował tego poważnie,
więc idziemy do przodu.
Teraz nasze dzieci nie mają sumienia, dlatego nie wiedzą,
co jest dobre, a co złe, i dlatego nie martwi ich zabijanie obcych,
kolegów z klasy oraz samych siebie.
Prawdopodobnie, gdybyśmy o tym długo i wystarczająco mocno myśleli,
moglibyśmy zgadnąć. Ja myślę, że ma to wiele wspólnego z tym,
ZBIERAMY TO, CO ZASIALIŚMY.
To śmieszne, jak prostym jest dla ludzi wyrzucić Boga,
a potem dziwić się, dlaczego świat zmierza do piekła.
To śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach,
a poddajemy w wątpliwość to, co mówi Biblia.
To śmieszne, jak bardzo każdy chce iść do nieba, pod warunkiem,
że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić, ani też czynić
czegokolwiek, o czym mówi Biblia.
To śmieszne, jak ktoś może powiedzieć Wierzę w Boga i nadal iść za szatanem,
który, tak a'propos, również wierzy w Boga.
To śmieszne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy być osądzeni.
To śmieszne, jak możesz wysyłać tysiące dowcipów przez e-mail,
które rozprzestrzeniają się jak nieokiełznany ogier,
ale kiedy zaczynasz przesłania dotyczące Boga,
ludzie dwa razy zastanawiają się czy podzielić się nimi.
To śmieszne, jak wiadomości sprośne, bezwstydne,
pikantne i wulgarne swobodnie przenoszą się w cyber-przestrzeni,
lecz publiczna dyskusja o Bogu w szkole i w miejscu pracy jest tłumiona.
To śmieszne, jak ktoś może być zapalony dla Chrystusa w niedziele,
a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem.
Śmiejesz się?
To śmieszne, że kiedy przeczytasz tę wiadomość nie wyślesz jej
do zbyt wielu osób z twojej listy adresowej, ponieważ nie jesteś pewny,
w co wierzą lub co pomyślą o tobie kiedy im to wyślesz.
To śmieszne, jak bardzo mogę być przejęty tym, co inni ludzie
pomyślą o mnie, zamiast tym, co Bóg pomyśli o mnie.
Czy myślisz? Przekaż to dalej, jeśli uważasz, że warto.
Jeśli nie, to wyrzuć... Nikt się o tym nie dowie.
Lecz jeśli to wyrzucisz, nie stój z boku i nie narzekaj nad
fatalnym stanem tego świata!
Izaak - on się uśmiecha
Niech wiara najpierw zapuści
Korzenie w duszy spragnionej,
Niech po niej wzrośnie nadzieja
I wyda owoc miłości.
(brewiarz)
Odnówcie się duchem w waszym myśleniu i przyobleczcie człowieka nowego.
(Ef 4,23-24)
Choćbym nawet szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną.
(Ps 23,4)
Korzenie w duszy spragnionej,
Niech po niej wzrośnie nadzieja
I wyda owoc miłości.
(brewiarz)
Odnówcie się duchem w waszym myśleniu i przyobleczcie człowieka nowego.
(Ef 4,23-24)
Choćbym nawet szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną.
(Ps 23,4)
Natchnieni - irlandzkie błogosławieństwo
Wiesz, wczoraj miałem zaszczyt wziąć udział w diamentowych godach. Cóż szczególna okazja, ponieważ nie każdy z nas będzie miał możliwość przeżycia połowy wieku ze swoją drugą połówką, a co dopiero 60siąt lat. Dlatego warto przeżywać takie uroczystości. Widziałem łzy w oczach niektórych gości. Najpierw była uroczysta msza, podczas której przeczytano te irlandzkie błogosławieństwa.
Niech wspólne drogi was prowadza, niech wiatr nie wieje w twarz.
Niech delikatny deszcz nawadnia wasze pola, a promienie słońca niech padają na wasze twarze.
Niech Bóg trzyma was mocno w swoich dłoniach.
Niech drogi, którymi idziecie prowadza was prosto i łagodnie do celu.
Gdy będzie wam zimno, niech przychodzą ciepłe myśli, a księżyc niech wam świeci ciemną nocą.
Niech Bóg trzyma was mocno w swoich dłoniach.
Niech Pan łaskawie da wam miękka poduszkę pod waszymi głowami, ulubione ubrania i codzienny chleb. Bądźcie już od dawna u Boga, kiedy diabeł stwierdzi, że nie ma was już na ziemi.
Niech Bóg trzyma was mocno w swoich dłoniach.
Niech Bóg was nie opuszcza, niech trzyma was mocno w swoich dłoniach
ale niech Jego ręka nie ściska was zbyt mocno.
Niech wspólne drogi was prowadza, niech wiatr nie wieje w twarz.
Niech delikatny deszcz nawadnia wasze pola, a promienie słońca niech padają na wasze twarze.
Niech Bóg trzyma was mocno w swoich dłoniach.
Niech drogi, którymi idziecie prowadza was prosto i łagodnie do celu.
Gdy będzie wam zimno, niech przychodzą ciepłe myśli, a księżyc niech wam świeci ciemną nocą.
Niech Bóg trzyma was mocno w swoich dłoniach.
Niech Pan łaskawie da wam miękka poduszkę pod waszymi głowami, ulubione ubrania i codzienny chleb. Bądźcie już od dawna u Boga, kiedy diabeł stwierdzi, że nie ma was już na ziemi.
Niech Bóg trzyma was mocno w swoich dłoniach.
Niech Bóg was nie opuszcza, niech trzyma was mocno w swoich dłoniach
ale niech Jego ręka nie ściska was zbyt mocno.
niedziela, 2 czerwca 2013
Szafelnia - rzucił się twarzą ku ziemi oddając mu pokłon
Dziś, uwierz mi, fragment naprawdę niesamowity.
Kolejna odsłona Księgi Samuela (Sm 24, 9-21). Jak często w życiu
poddawani jesteśmy przez Boga takim próbom? Czy w ogóle udało nam
się kiedykolwiek, że „odpłaciliśmy się” miłością osobie, która
jest nam nieżyczliwa, nieprzyjemna, nawet wrogo nastawiona?
Pan
Jezus powiedział:
A
Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za
tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego,
który jest w niebie...
Bo
jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż
macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeślibyście
pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i
poganie tego nie czynią?
(Mt
5, 43-48)
Dawid
wsłuchał się w głos swojego serca i pokazał Panu, że stał się
gotowy do tego, by być królem nad Izraelem. Ale zacznę od
początku, ponieważ w jednym z pierwszych wersów odkryłem coś
ogromnie ważnego.
Powstał
też i Dawid i wyszedłszy
z jaskini zawołał za
Saulem: «Panie mój, królu!»
Do
tej pory Dawid uciekał, ukrywał się, wycofywał. Wielokrotnie Saul
był bliski osiągnięcia swego celu i pojmania Dawida ale Pan zawsze
wybawiał Dawida z opresji. Oczywiście można powiedzieć, że Dawid
dojrzewał do tego, by stać się gotowym. Musiał przejść cała tą
drogę strachu i odrzucenia, ucząc się zaufania i cierpliwości. I
wierzę w to, że taki był zamysł Boski ale w końcu, co zrobił?
Zmienił coś, podjął decyzję, że nie będzie dłużej biernie
uciekał. On powstał, podniósł
się dźwignąwszy swoje brzemię, wyszedł
z ukrycia i zawołał.
Zmierzył się ze swoim problemem i nagle wszystko się odmieniło.
Swoją postawą odwrócił bieg wydarzeń.
Jak często uciekamy przed naszymi problemami? Odkładamy rozwiązania trudnych spraw, chowamy się przed bólem i przed strachem.
Jak często uciekamy przed naszymi problemami? Odkładamy rozwiązania trudnych spraw, chowamy się przed bólem i przed strachem.
A Dawid:
rzucił
się twarzą ku ziemi oddając mu pokłon
Uniżył
się przed swoim problemem. W prawdzie. Nie okłamując siebie, nie
wywyższając siebie, wiedząc, że nie powinien bagatelizować
sytuacji, nie oszukując siebie, że ze wszystkim sobie poradzi.
Dzisiaj
na własne oczy mogłeś
zobaczyć, że Pan
wydał cię w jaskini w moje ręce. Namawiano
mnie, abym cię zabił,
a jednak oszczędziłem cię.
Często
próbujemy ludziom coś udowodnić. Im bardziej się staramy, mówimy,
przekonujemy, przynosi to gorszy efekt. Zapominamy, że Pan Bóg zna
prawdę i niech On będzie naszym sędzią. Nie słowem ale czynem
szybciej uda nam się trafić do serca ludzkiego.
Druga
sprawa, jak często słuchamy „gadania” innych, zamiast wsłuchać
się w głos naszego serca. Szukamy prawdy w ocenach ludzi, a nie
przychodzi nam do łowy, że Bóg przemawia do nas przez emocje,
odczucia, sumienie. W nas samych jest odpowiedz ale trzeba tylko
posłuchać.
Długo
można by pisać na temat tego fragmentu. Ja zwróciłem tylko uwagę na kilka spraw, które mnie poruszyły. Nie liznąłem nawet tematu
ale pozostawiam miejsce na własne przemyślenia i zapraszam do
dialogu.
Powroty nie są łatwe
Dziś chciałem Ci opowiedzieć o mojej zabawnej ( w zasadzie
teraz mogę z lekkością stwierdzić, że była zabawna, ponieważ w
jej trakcie były momenty, że traciłem kontrolę nad własnym
spokojem).
Jednakże z czasem opadają emocję i lepiej jest się przyjrzeć wydarzeniom i własnemu zachowaniu. Dzięki temu można się czegoś nauczyć i w moim przypadku, tak jest. Dziękuję Bogu, że opiekował się mną w drodze i że szczęśliwie dojechałem do celu. Trochę jestem zmęczony, ponieważ pierwszy dzień to była droga powrotna. Spędziłem dość intensywny czas na rozmyślaniach, medytacjach i rozmowach. Zawsze po takim "intensywnym" czasie, przychodzą owoce i tym razem cieszę się, bo wiele rzeczy stało się prostszymi i bardziej zrozumiałymi.
Ale kilka słów o samej drodze. Chcąc oszczędzić na austriackiej autostradzie (mentalność Polaka) władowałem się w kręte, wijące się wąskie dróżki przez szczyty najwyższych gór. Widoki były owszem zapierające dech. Nagle wjechałem na letnich oponach w zaśnieżone tereny. Bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ po obu stronach drogi strome urwiska.
A na koniec dojechałem do miejsca, gdzie skończyła się droga i okazało się, że trzeba wjechać na platformę doczepionej do ciuchci i kilkanaście kilometrów przejechać tunelem, bo nie ma innej możliwości. Ta przyjemność kosztowała mnie dwa razy tyle, co autostrada ( i tu ciśnie się na usta powiedzenie, że chytry dwa razy traci - potrafię się z siebie śmiać i staram się widzieć swoje słabości). Także jednym słowem straciłem około 2-3 godzin, zapłaciłem dwa razy więcej ale ogólnie w pociągu śmiałem się z siebie prawie do łez, a widoki za nic nie oddam.
Z kolei drugi dzień był dość przyjemny i niosący ostatnią dawkę wypoczynku przed powrotem do pracy. Spędziłem go ze znajomymi. Choć, ponieważ znajomi mają małe mieszkanie i nie chciałem być kłopotem, nocowałem na stole zabiegowym (bardzo szeroki i miękki) w gabinecie mojej znajomej (dobrze, że mam zawsze śpiwór w aucie).
Te ostatnie dwa dni nie były wolne od trudnych i interesujących przemyśleń i wciąż krążących w mojej głowie kilku zdań, które usłyszałem z audiobooka w czasie drogi (konferencja: Drogi życia).
Padły tam mocne słowa i podpowiedź, jak sprawić, by Chrystus był dla mnie drogą, prawdą i życiem. Otóż trzeba za Nim podążać, powierzyć się Mu i patrzeć na krzyż. Najważniejsze jednak to być, jak On na krzyżu, rozpiętym między światem, a Niebem i nie pozwolić sobie, by pójść na skróty. Bo łatwo jest wybrać albo drogę duchową i uciec od świata, albo zarzucić Boga, wybierając „przyjemności świata”. O wiele trudniej jest pogodzić obie strony.
Tak naprawdę mam z tym problem i jeśli udało Ci się już to osiągnąć albo chcesz na ten temat podyskutować, to pisz.
Jednakże z czasem opadają emocję i lepiej jest się przyjrzeć wydarzeniom i własnemu zachowaniu. Dzięki temu można się czegoś nauczyć i w moim przypadku, tak jest. Dziękuję Bogu, że opiekował się mną w drodze i że szczęśliwie dojechałem do celu. Trochę jestem zmęczony, ponieważ pierwszy dzień to była droga powrotna. Spędziłem dość intensywny czas na rozmyślaniach, medytacjach i rozmowach. Zawsze po takim "intensywnym" czasie, przychodzą owoce i tym razem cieszę się, bo wiele rzeczy stało się prostszymi i bardziej zrozumiałymi.
Ale kilka słów o samej drodze. Chcąc oszczędzić na austriackiej autostradzie (mentalność Polaka) władowałem się w kręte, wijące się wąskie dróżki przez szczyty najwyższych gór. Widoki były owszem zapierające dech. Nagle wjechałem na letnich oponach w zaśnieżone tereny. Bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ po obu stronach drogi strome urwiska.
A na koniec dojechałem do miejsca, gdzie skończyła się droga i okazało się, że trzeba wjechać na platformę doczepionej do ciuchci i kilkanaście kilometrów przejechać tunelem, bo nie ma innej możliwości. Ta przyjemność kosztowała mnie dwa razy tyle, co autostrada ( i tu ciśnie się na usta powiedzenie, że chytry dwa razy traci - potrafię się z siebie śmiać i staram się widzieć swoje słabości). Także jednym słowem straciłem około 2-3 godzin, zapłaciłem dwa razy więcej ale ogólnie w pociągu śmiałem się z siebie prawie do łez, a widoki za nic nie oddam.
Z kolei drugi dzień był dość przyjemny i niosący ostatnią dawkę wypoczynku przed powrotem do pracy. Spędziłem go ze znajomymi. Choć, ponieważ znajomi mają małe mieszkanie i nie chciałem być kłopotem, nocowałem na stole zabiegowym (bardzo szeroki i miękki) w gabinecie mojej znajomej (dobrze, że mam zawsze śpiwór w aucie).
Te ostatnie dwa dni nie były wolne od trudnych i interesujących przemyśleń i wciąż krążących w mojej głowie kilku zdań, które usłyszałem z audiobooka w czasie drogi (konferencja: Drogi życia).
Padły tam mocne słowa i podpowiedź, jak sprawić, by Chrystus był dla mnie drogą, prawdą i życiem. Otóż trzeba za Nim podążać, powierzyć się Mu i patrzeć na krzyż. Najważniejsze jednak to być, jak On na krzyżu, rozpiętym między światem, a Niebem i nie pozwolić sobie, by pójść na skróty. Bo łatwo jest wybrać albo drogę duchową i uciec od świata, albo zarzucić Boga, wybierając „przyjemności świata”. O wiele trudniej jest pogodzić obie strony.
Tak naprawdę mam z tym problem i jeśli udało Ci się już to osiągnąć albo chcesz na ten temat podyskutować, to pisz.
Natchnieni - wiersz od Moniki - piękny czas dzieciństwa
"Dziecko bardzo lubi odkrycia.
Wyciąga rączki, by przytulić
to coś, co jest tak blisko -
wiatr szumiący w liściach,
promyk słońca, ptaka, rybę,
kolorową kałużę.
Żyje ono w świecie
ciągłego zdumienia.
Jest oczarowane światłem,
kolorem i ruchem.
Ten, kto schwyta
chociaż jedną chwilę
tego złotego czasu dzieciństwa,
zachowa w sobie
coś niewiarygodnie pięknego."
Subskrybuj:
Posty (Atom)














