niedziela, 17 marca 2013

Tęsknota za Bogiem - psalm 63

Ten czuwa przy Bogu, kto odrzuca ciemne uczynki

Boże, mój Boże, szukam Ciebie *
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, *
jak zeschła ziemia łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, *
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia, *
więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie *
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie, *
a usta Cię wielbią radosnymi wargami,
Gdy myślę o Tobie na moim posłaniu *
i o Tobie rozważam w czasie moich czuwań.
Bo stałeś się dla mnie pomocą *
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
"Do Ciebie lgnie moja dusza, *
prawica Twoja mnie wspiera".
Chwała Ojcu i Synowi, *
i Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, teraz i zawsze, *
i na wieki wieków. Amen.


przyjaciel !!!

„Przyjaciel w każdym czasie okazuje swą miłość, staje się bratem na dni nieszczęścia.” (prz 17,17)
  
Trzynastoletni Tomek spacerował plażą razem ze swą matką.
W pewnej chwili zapytał:

- Mamo, jak można zatrzymać przyjaciela, kiedy w końcu uda się go zdobyć?
Matka zastanowiła się przez chwilę, potem schyliła się i wzięła dwie garście piasku.
Uniosła obie ręce do góry, zacisnęła mocno jedną dłoń:
piasek uciekał jej między palcami i im bardziej ściskała pięść, tym szybciej wysypywał się piasek.
Druga dłoń była otwarta: został na niej cały piasek.
Tomek patrzył zdziwiony, potem zawołał:
- Rozumiem!
 


 

Najważniejsze są życie i miłość !!!



    Bardzo ciekawy artykuł, odnoszący się do dzisiejszej Ewangelii. Cóż temat bardzo ciekawy. Pamiętam, że kiedy czytałem dawno temu komentarz do owego fragmentu, najbardziej zaskoczyła mnie teza, która odpowiadała na pytanie, co Pan Jezus pisał na piasku. Bo przecież chyba każdego z nas niesamowicie zaciekawiło zachowanie Chrystusa. Myślę, że wielu ludzi zastanawiało się nad tym. Według znawców Pisma Świętego i egzegetów Pan Jezus pisał grzechy ludzi i ich imiona. Pewnie znalazło się tam imię owej kobiety ale z pewnością też tych, którzy chcieli skazać ją na śmierć.Czy nie jest to bezcenna lekcja dla każdego z nas. Jak często oceniamy innych, nie widząc własnych słabości? 

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? (Łk 6,41-42)

    Rzadko patrzymy na własne postawy, sposób myślenia i działanie ale lubimy krytykować życie innych, ich wybory. Ile razy zdarzyło się nam
z oburzeniem stwierdzić: ja bym tego na pewno nie zrobił, a po jakimś czasie ups... stało się. Do tego nawet nie zauważymy swojej winy.
    Nie widzimy albo nie chcemy widzieć własnych grzechów, a innych oceniamy po wyglądzie. Szufladkujemy ludzi i wydajemy nasze sądy, jak często skazujemy kogoś na śmierć przez odrzucenie, odsunięcie i lekceważenie. Wiele razy zachowywaliśmy się, jak kapłan i lewita, przechodząc obojętnie, omijając szerokim łukiem potrzebującego, ponieważ wydaliśmy z góry negatywny osąd. 
    Codziennie zapominamy o najważniejszej lekcji Pana Jezusa:

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.” (J 13, 34).

    Na koniec fragment filmu ze sceną opisującą spotkanie Jezusa z kobietą cudzołożną. Cały filmik nosi tytuł: amazing love (niesamowita miłość - mój angielski jest bardzo podstawowy ale chyba tak, by to brzmiało).





sobota, 16 marca 2013

Zabić nudę...

Kilka propozycji na czas, kiedy ogarnia nas nuda. Wtedy, gdy jesteśmy z jednej strony zbyt leniwi, by zejść z kanapy, a z drugiej zżera nas ochota do działania. W takich momentach można połączyć obie postawy mostem twórczej inwencji i dzięki pomocy dzisiejszej techniki włączyć laptopa i wejść na ciekawą stronę, posłuchać interesującej konferencji albo podzielić się opinią z innymi ludźmi. Oczywiście nie chcę tu propagować przesiadywania w internecie i pielęgnowania wirtualnych kontaktów międzyludzkich ale od czasu do czasu można zrobić wyjątek.
Ja muszę się ze skruchą przyznać, że nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez komputera ale na szczęście, co siedem lat zmieniają się przyzwyczajenia i gusta każdego z nas (oczywiście żartuję). U mnie też tak się stało i ze stron, przez które tylko traciłem bezproduktywnie czas, przerzuciłem się na inne, mam nadzieje bardziej rozwijające. Czas korzystania z internetu i laptopa nie skrócił się ale przynajmniej przynosi lepsze owoce. Chciałem się z Wami podzielić stronami, które czasami odwiedzam i bardzo mi się podobają. Można tam znaleźć ciekawe artykuły i faktycznie dokonać okrutnego mordu na nudzie. A na dodatek dowiedzieć się czegoś nowego i poćwiczyć szare komórki.

Na początku kilka katolickich stron internetowych:

1. http://www.deon.pl/
2. http://www.biblia-orygenes.org/

Z poniższych stron korzystam, by obcować z Pismem Świętym:

1. http://biblia.deon.pl/
2. http://www.biblia-mp3.pl/    ( w formie mp3)

A także czytania na każdy dzień i brewiarz:

1. http://mateusz.pl/czytania/2013/
2. http://brewiarz.pl/iii_13/1603/index.php3

Dla każdego potrzebującego pomocy, rachunek sumienia:

1. http://www.rachuneksumienia.org.pl/

 Niesamowicie głębokie rekolekcje wielkopostne prowadzone przez Dominikanina o. Adam Szustak OP:

1. http://gloria24.pl/internetowe-rekolekcje-zakochany-skazaniec-zapowiedz

I na koniec worek różności:

1. http://www.katechizm.opoka.org.pl/   (Katechizm Kościoła Katolickiego)
2. http://www.apostol.pl/rozwazania/rozne/rozwa%C5%BCanie-%C5%9Bwi%C4%99tej-agonii-autorstwa-o-pio    ( Rozważanie świętej Agonii autorstwa O. Pio )
3. http://www.faustyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=57   („Dzienniczek” św. Faustyny)
 

Natchnieni - mały powrót do psa z żółtym sercem...

Nie mogę się powstrzymać. Muszę podzielić się z Wami fragmentem ze wspomnianej już wcześniej książki "Pies z żółtym sercem". Mnie po prostu powalił, jak cios Władymira Kliczki. Ciekawe, co Wy o nim sądzicie, oczywiście nie mam na myśli owego boksera, tylko opisu z książki. Za błędy w tłumaczeniu, bardzo przepraszam, mam nadzieję, że udało mi się oddać właściwy sens i zamysł autorki.

...Przede mną piaszczysta droga, z prawej wysoki gąszcz, a z lewej ciemny gęsty las. Byłem zmęczony. Byłem głodny. I była noc. Szedłem kilka dni, czy tygodni, już sam nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że nikogo nie spotkałem. Niemiła okolica. Las, piaszczysta droga, gąszcz. Nic nie zmieniało się całymi dniami i nie i wdać było końca. Kilkakrotnie wydawało mi się, że widzę dziurę w gąszczu. Myliłem się jednak. Więc dalej do przodu, gdzieś musi się to skończyć. To, co się widzi, nie może być wszystkim w życiu.
   Była więc noc. Nie wiedziałem już, ile nocy spędziłem między gąszczem, a lasem. Było mrocznie i ciemno, już planowałem zwinąć się w kłębek, gdzieś w kącie, kiedy zobaczyłem nagle przed sobą w miejscu, gdzie niebo łączy się z ziemią, że coś zabłyszczało. Dalej pomyślałem. Sprawdzić, co tam leży.
   Podszedłem bliżej. Patrzę, a tam jest szyld! Taki szyld z nazwiskiem, jak na drzwiach wejściowych. A na nim jest napisane: dom B.Oga. A niech to, pomyślałem. Wygląda na to, że coś się może wydarzyć. Dalej więc bez ociągania. I rzeczywiście, po siedmiu krokach, stanąłem przed starą furtką do ogrodu. 

   Furtka była dość wysoka, a gdzieś na niej na górze, musiała wisieć kolejna tabliczka z nazwiskiem właściciela B.Oga. A ja wiem, gdzie widnieją takie szyldy, tam tez muszą mieszkać ludzie. A gdzie oni mieszkają, musi tez być coś do zjedzenia. Przynajmniej jakiś kosz z odpadkami. Być może nawet coś więcej.
    Popchałem furtkę i o dziwo nie była zamknięta, skrzypiała nieznacznie, a ja przecisnąłem się przez szparę i znalazłem się w środku.
    Pomyślałem, że zwariowałem. W ogrodzie B.Oga nagle świeci słońce. Nagle nie jest już ciemno. Mimo tego, że na zewnątrz jest noc. 
    A poza tym wszystko wygląda, jak namalowane. Kwiaty: czerwone, niebieskie, białe, zółte, wszystkie rodzaje. Tam było tak kolorowo, że aż oczy bolały. Być może tak mi się zdawało, ponieważ od tygodni widziałem tylko las, piaszczystą drogę i gąszcz.
    Jednak dalej pojawił się sad. Pomyślałem, że to z powodu głodu. Bo oto przede mną stoją jabłonie, które kwitły i równocześnie oblepione były dojrzałymi jabłkami. Obok nich na gruszach, czereśniach, śliwach było tak samo.
   Kimkolwiek był ten B.Óg, znal się na ogrodnictwie. 
   Dalej droga prowadziła obok wodospadów. Dookoła słychać było szum spadającej wody, a ja w końcu mogłem się napić do syta. Tam też znajdowały się stawy, jeziora, rzeki. Całkiem z tyłu stała altanka ogrodowa, która zupełnie zarośnięta była winnym krzewem. Dojrzałe owoce zwisały na gałązkach pod samymi oknami. Ten B.Óg musiał tylko wyciągnąć rękę i już mógł jeść winogrona...


To tyle. Jak Wam się podoba? Jakieś skojarzenia? Bo ja mam mnóstwo. Jak uda mi się odszukać tą książkę w wersji polskiej, podam tytuł. Myślę, że byłaby niezłym pomysłem na prezent dla jakiegoś dziecka, a przy okazji samemu można poczytać.

Izaak - on się uśmiecha

Wyjmę z was serce kamienne i dam wam serce z ciała.
(Ez 36,26)
 
Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło!
Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie! Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna. 
(Iz 1,16-18)
 
W podróży do obranego celu  szczególnie ważne jest baczne obserwowa­nie drogi. Bo właśnie droga najlepiej nam podpo­wiada, jak osiągnąć ten cel, każdego dnia po­dróży wzbogaca nas i uczy.
(Pielgrzym - Paulo Coelho)

Miejsce, gdzie dzieją się wielkie rzeczy - Klasztor w kazimierzu Biskupim



Tym razem zapraszam Was do niesamowitego miejsca. Spędziłem tam niedawno kilka dni i działy się wielkie rzeczy. Mowa jest o klasztorze misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim.


http://kazimierzklasztor.pl/
 
Wiem, że nie trafiłem tam przypadkiem, ponieważ już od samego początku odkrywałem rzeczy, które były znakiem, że jestem we właściwym miejscu.
Powstanie klasztoru datuje się na początek 1500 roku, a więc jest to miejsce z historią i duszą. Przez bardzo długi czas klasztor należał do bernardynów, dopiero od 1921 roku osiadają w nim misjonarze Świętej Rodziny.

„Szybkość woli, z jaką się jest gotowym, by zrobić to, co będzie wolą Bożą i wewnętrzna dyspozycja do wyrzeczenia się swego własnego zamysłu i zgoda na wolę Bożą, która stoi nawet przed dozwoloną przyjemnością, jest ofiarą, która przewyższa bardzo inne dzieła.”

(o. Jan Berthier)
Założycielem zgromadzenia jest o. Jan Berthier, który urodził się we Francji w 1840 roku. Chętnych do zapoznania się z tą barwną postacią, zapraszam na stronę klasztoru.

(http://www.kazimierzklasztor.pl/msf/duchowosc-swietorodzinna/o-jan-berthier/15-zycie-i-dzielo-jan-berthier)


Zgromadzenie, jak sama nazwa wskazuje piastuje kult Świętej Rodziny i skupia się na wspieraniu i rekolekcjach przeznaczonych dla rodzin ale oczywiście nie tylko. Ja zdecydowałem się na rekolekcje indywidualne, choć wachlarz propozycji jest ogromny i każdy znajdzie na pewno coś dla siebie.

„Trzeba więc umrzeć nam samym, by przynieść dużo owoców. Ale jaki rodzaj umartwienia należy stosować? Dokładnie zachowywać regułę, porządek. Nie jesteśmy zdolni do tego, by spełniać inne wielkie umartwienia, potrzebujemy naszego zdrowia, ale możemy zrobić te wyżej wymienione, wtedy Jezus Chrystus będzie żył w nas i zrobimy dużo.”
(o. Jan Berthier)

Oprócz tego sama miejscowość i okolice znane są z kultu Pięciu Braci Męczenników. Zresztą relikwie I stopnia znajdują się w Kościele przyklasztornym. 



Poza tym swoją pieczę nad tym miejscem trzymają święci Piotr i Paweł, których przepiękne rzeźby znajdują się po bokach ołtarza, a apostołowie spoglądają na przybywających i modlących się.
Klasztor otoczony jest okazałym ogrodem z niewielkim Gajem Maryjnym.
 

Kiedy przyjechałem na miejsce, na ziemi leżał jeszcze śnieg, poszedłem na mały, pierwszy spacer do ogrodu i pod posągiem Matki Boskiej Saletyńskiej  ujrzałem napis: „ ja kocham Maryję” . To był miły widok. A oto Ona:

Na stronie klasztoru można znaleźć zakładkę z adoracją 24/h, transmitowaną z Klasztoru ss. Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku. Wiem, że to nie to samo, ja na początku także dziwnie się czułem ale kiedy nie ma innej możliwości, jest to doskonała forma modlitwy.

Jak już wspomniałem podczas mojego pobytu działy się cuda, a ja przeżyłem piękny czas dojrzewania. Nie powinienem ich chwalić, ponieważ to czasami prowadzi do popadania w pychę ale ojcowie w klasztorze to niesamowici faceci. Zgromadzenie prowadzi seminarium dla przyszłych misjonarzy Świętej Rodziny i mogłem od kuchni zobaczyć, jak wygląda życie i młodego, początkującego kleryka i  doświadczonego, dojrzałego, zaprawionego w boju zakonnika. Włączyłem się częściowo w życie społeczności, spożywaliśmy wspólnie posiłki, modliliśmy się, dużo czasu spędziłem na rozmowach z moim przewodnikiem duchownym (w tym miejscu ogromne podziękowania dla O. Adama – akumulatory się nie wyczerpują). Słowa nie są w stanie opisać tego, co zyskałem, co urodziło się w moim sercu, jak bogaty wyjechałem z tego miejsca. Naprawdę czułem Ducha Świętego przechadzającego się korytarzami klasztoru. Bardzo głęboko przeżyłem modlitwę wstawienniczą, a także mszę z uzdrowieniem. Każdemu, kto zaplątał się w swoich problemach, u kogo nagromadziły się pytania i wątpliwości mogę tylko poradzić, by odwiedził to miejsce, ponieważ na pewno nie wyjedzie bez widocznych rezultatów. Jeśli szukacie miejsca, gdzie można spotkać Boga, gdzie odpoczniecie od tego świata, po to, by odszukać prawdę w swoim sercu, gdzie nabierzecie siły do walki, to jest właśnie takie miejsce. 

Ja Go tam spotkałem i zmieniło się moje życie.